Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniaturka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniaturka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 lutego 2014

małe Dramione

Because of Valentines Day c;

Którejś nocy wyszedł z Pokoju Wspólnego. Wiosenne podrygi wciąż przypominały raczej te zimowe harce i chłodne powietrze momentalnie przeszyło go na wskroś. Zatrząsł się z zimna, jednak podjął wędrówkę.
Sam nie wiedział, czy kusił los. Zaledwie parę tygodni temu został przyłapany na nocnym chodzeniu po Hogwarcie i w ramach kary skazany na pałętanie się po Zakazanym Lesie z bandą przygłupów. Wysłał ojcu sowę ze skargą, ale ten odesłał ją gromiąc go tylko za nieposłuszeństwo i narażanie się.
W każdym razie czuł dreszcz emocji, kiedy tak szedł godzinę po nocnej ciszy. Wiedział, że za takie zachowanie mógłby być już wydalony ze szkoły. Chociażby dla samego ostrzeżenia innych dzieciaków. Niezłe byłoby zamieszanie, gdyby tak każdy w ciągu nocy zaczął wychodzić i kręcić się po Hogwarcie, szukając przygody. Tak jak teraz on.
Szybkim krokiem, starając się iść jak najciszej pokonał korytarz dzielący go od biblioteki. Gdzieś w połowie drogi uskoczył przerażony w bok, wpadając na ścianę. Przestraszyła go zbroja poprawiająca sobie hełm przy kanonadzie skrzypnięć i trzasków. Zdążył się jeszcze powstrzymać od wrzasku i uciekł, młócąc histerycznie powietrze rękami.
Teraz stał przed dwuskrzydłowymi drzwiami prowadzącymi do biblioteki. Naparł ręką na jedno z nich, a gdy nie ustąpiło, podrapał się po głowie w geście zamyślenia. W końcu go olśniło i wyciągnął zza pazuchy wierzchniej szaty swoją różdżkę.
- Alohomora – szepnął. Zielonkawy blask wystrzelił z końca patyka i wpadł przez miejsce na klucz, przez jedną chwilę rozjaśniając wejście do pomieszczenia.
Tym razem z powodzeniem naparł na drzwi. Ustąpiły z cichym kliknięciem i przesunęły się tylko tyle, by Draco mógł się zmieścić w powstałej szczelinie. Zasunął je z powrotem na stałe miejsce i rozglądnął się wkoło.
Wszędzie było ciemno, tylko lekka poświata księżyca wpadała przez okna. Na korytarzu dodatkowo paliły się pochodnie, ale pani Pince nie tolerowała tego w swojej bibliotece. Draco musiał radzić sobie w ciemności. Wolał nie zapalać różdżki, kolejny szlaban i tracenie punktów Slytherinu dla jednej, głupiej przechadzki jakoś mu nie pasował.
Nagle z głębi biblioteki rozległ się pojedynczy kaszel. Draconowi włoski zjeżyły się na karku. Wyciągnął różdżkę przed siebie i uporczywie rozglądał się wokoło, wbijając spojrzenie w ciemne zakamarki pomieszczenia.
Już pomyślał, że mu się przesłyszało, kiedy usłyszał zduszone, dziewczęce „och!” i głośny trzask zamykanej książki. Nadal stał z uniesioną różdżką, patrząc w stronę, z której – jak mu się wydawało – dobiegły go dźwięki.
Skrzypnęło odsuwane krzesło i zaszeleściły jakieś kartki. Kolejne skrzypnięcie i kolejne. Po tym wszystkim odezwał się głuchy huk, jakby coś z ogromną siłą łupnęło o podłogę.
Draco zadrżał, gdy do jego uszu dobiegło miauknięcie. Odwrócił powoli głowę i z niezadowoleniem stwierdził, że Pani Noriss stoi tuż za nim. Unosiła łebek w jego stronę, a jej kocie oczy świeciły złowrogo w ciemnym pomieszczeniu.
- Miau – zgromiła go, za nocne przechadzki.
- Zamknij się, bo cię kopnę – warknął Draco. Jednak nie miał jak dopełnić obietnicy, bo oto na korytarzu rozległy się ciche stęknięcia i dudniące kroki.
Niewiele myśląc, rzucił się między regały w paniczną ucieczkę. Biegł prawie że na oślep, potykając się co chwilę. Jego oczy próbowały wyłapać jakieś kształty w tej ciemności, ale był z tym kłopot. Zwłaszcza, że czuł na sobie nieustępliwy wzrok kota oraz presję czasu, gdy kroki Filcha były coraz bliżej biblioteki.
W głowie szalała mu tylko jedna jedyna myśl.
„Oby ojciec się nie dowiedział!”
Gnany świadomością, jak potężny może go zająć gniew w momencie, w którym dowie się o jego wyrzuceniu ze szkoły, biegł nieprzerwanie na przód.
I biegłby tak aż zabrakłoby mu sił. Gdyby tylko nie wpadł na kogoś z impetem. Siła uderzenia wywaliła ich oboje do przodu tak, że przekoziołkowali po podłodze i upadli bez tchu.
Draco jak oparzony skoczył na równe nogi.
- Sorry – szepnął. Chociaż to ona powinna przepraszać. W końcu, gdyby zachowywałaby się ciszej, to nic takiego by się nie wydarzyło.
- Malfoy? – syknęła dziewczyna niezadowolonym głosem, a Draco dopiero wtedy zerknął na jej twarz.
No tak. W sumie, można by się było tego spodziewać. Kto inny, jak nie Hermiona Granger baraszkowałby po nocy w bibliotece?
- Kto tu jest? – drzwi otworzyły się gwałtownie, a do środka wpadła smuga światła. Filch chwilę rozglądał się wkoło, najpewniej oczekując jakiejś odpowiedzi.
- Jak mnie złapią, to cię wydam! – szepnęła lekko przerażona dziewczyna, patrząc jak Draco zamierza już zacząć biec. Rzucił jej rozwścieczone spojrzenie i chwilkę mu zajęła decyzja. Podciągnął ją na nogi za rękę i wciąż ją trzymając, rzucił się w szaleńczą ucieczkę między regałami.
Słyszał posapywania Filcha, kiedy podążał za nimi, pokrzykując co chwilę o karze, jaką im wymierzy. To tylko podsycało Dracona do biegu. Dopadł awaryjnego wyjścia z biblioteki i wypadli oboje na korytarz.
Zamknął drzwi i rozejrzał się wkoło niespokojnie. Decyzja była szybka. Wciągnął Hermionę do pobliskiego schowka na miotły i rzucił zaklęcie na drzwi. Odetchnął z ulgą, czując, jak serce wygrywa mu szalony rytm.
- Mógłbyś ostrożniej, Malfoy, nie jestem przedmiotem – warknęła Hermiona, rozcierając sobie zaczerwieniony nadgarstek. Z nerwów i buzującej w nim adrenaliny musiał ścisnąć go trochę za mocno. Nie przeprosił, nawet nie widział w tym swojej winy.
Zamiast tego pochylił się i przytknął oko do dziurki od klucza. W jego zasięgu wzroku Filch pojawił się dopiero po chwili. Szedł razem z kocicą, która nagle zatrzymała się koło drzwi. Patrzyła przed siebie i wyczuwszy ich obecność, miauknęła. Woźny zatrzymał się w pół kroku i obrócił powoli. Utkwił spojrzenie w drzwiach i uniósł rękę ze świecą.
Draco czym prędzej cofnął się w ciemny kąt i przywarł plecami do ściany. Kątem oka dostrzegł, że Hermiona także odsuwa się w cień.
- Kto tam jest? – warknął woźny, szarpiąc za nieustępliwą klamkę. – Odezwij się!
- Malfoy... – szepnęła cicho dziewczyna. Draco odwrócił się w jej stronę, mierząc podejrzliwym wzrokiem.
- Czego? – warknął równie cicho tak, by Filch za drzwiami ich nie usłyszał.
- Jesteś strasznym dupkiem.
- Nawzajem Granger.
Na chwilę zapadła cisza pełna wyczekiwania. Na zewnątrz Filch biadolił coś pod nosem, kręcąc się po korytarzu, a towarzyszące temu miauknięcia dobitnie świadczyły o zniecierpliwieniu pani Norris.
Ślizgon nie chciał dłużej czekać. Sama obecność tej cholernej Gryfonki źle na niego wpływała. Na dodatek było przeraźliwie zimno. Dopiero teraz zaczął żałować, że nie nałożył czegoś cieplejszego.
- Jakiś pomysł panno Wiem-To-Wszystko na wydostanie się stąd? – syknął, wpatrując się w sufit.
- Poczekać.
- A rozsądniejszy? – warknął. – Zaraz kogoś może sprowadzić, kto zna czary i będzie po mnie.
- Nas, Malfoy.
- Nie ma nas, Granger.
Zmrużyła oczy i zamilkła, bawiąc się swoją różdżką. Wyraźnie była zestresowana całą tą sytuacją.
- Mam pomysł – powiedział nagle.
- Jeśli to coś niebezpiecznego, Malfoy, to ja się na to nie piszę.
- Powiedz mi. Czy ta durna czapka nie chciała cię czasem przydzielić do Hufflepuffu, ale ją przekupiłaś? – spytał złośliwie.
- Czy twoi rodzice skończyli na samym wyglądzie, nie dorabiając mózgu?
- Granger, od kiedy jesteś taka niemiła?
- Od kiedy zastanawiasz się nad moją osobowością?
Ledwie to zauważając, z każdym słowem podnosili głos, a kroki Filcha na korytarzu przycichły. Mierzyli się wrogimi spojrzeniami.
- Wyłazić natychmiast! – wydarł się Filch, uderzając dłonią w drzwi. Hermiona otworzyła szerzej oczy z przerażenia, a Draco odsunął się wgłęb.
- To co to za pomysł? – spytała.
- Daj mi rękę – powiedział. Zawahała się, patrząc na niego podejrzliwie.
- Musisz mi zaufać.
- Takiej gnidzie jak ty? – warknęła. Patrzyli na siebie dłuższy czas, ciskając gromami jeden na drugiego.
- Granger, na tą jedną noc bądźmy sojusznikami – odezwał się, mówiąc całkowicie poważnie. Wokół zalegała względna cisza, przerywana jedynie dobijaniem się Filcha.
- Bez żadnych sztuczek, Malfoy – ostrzegła, podając mu drobną dłoń. Spletli palce i skinęli na siebie głowami.
- Trzymaj się blisko – powiedział, zakładając kaptur. Hermiona także naciągnęła swój na głowę. – Na trzy. Raz. Dwa.
- Alohomora.
- Trzy.
Z impetem popchnęli drzwi. Zaskoczony Filch poleciał na ziemię, przeklinając siarczyście. Pobiegli korytarzem i przeskakując po dwa stopnie pokonali schody. Dusząc się ze śmiechu, biegli dalej, chociaż już zdążyli wymigać woźnego.
Pęd powietrza rozwiewał im włosy, a mróz szczypał w ich policzki. Było chłodno, ale bieg rozpalał w ich sercach wrzącą adrenalinę. Ich splecione dłonie ani na chwilę nie uwolniły się z uścisku. Kroki rozbrzmiewały echem po całym zamku, a ich zduszone śmiechy szły z nimi razem w parze.
- Granger... – odezwał się Draco, kiedy mieli już się rozstać. On szedł schodami w dół, a ona miała skręcić w prawy korytarz, by dotrzeć do wieży Gryffindoru. – I tak cię nie lubię.
- Z wzajemnością, Malfoy.

Uśmiechnęli się do siebie wesoło i ruszyli, każde w inną stronę.



~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~

Grr, wrr, nie lubię walentynek - powiedział Kwas, obżerając się żelkami w kształcie serduszek. c;
A to tam na górze, to się wytworzyło samo z siebie.
Teoretycznie miałam się uczyć do sprawdzianów i no... ten... tak wyszło ;__;
Nie ma tu bliższych relacji, ale do Dramione się zalicza ><
CHYBA :>