Dni mijały
jeszcze szybciej niż zazwyczaj. Większość czasu spędzałam na dworze,
przechadzając się uliczkami miasta i przyglądając twarzą mijanych ludzi.
Zdążyłam już się blisko zaznajomić z tutejszą biblioteką, a także większością jej
zawartości. Półki w moim pokoju zaczęły się pomału zapełniać, a w szafie
znajdowały się wszystkie ubrania poukładane w równą kostkę. Wokół panował
porządek i dlatego za każdym razem, jak wchodziłam do pokoju brata uderzało
mnie jego niechlujstwo.
Nie kwapił się
nawet do wyjęcia rzeczy z walizki. Po podłodze walały się papierki po
cukierkach, od których był uzależniony. Zasłony zaciągnięte były przez cały
czas, przez co pokój bez przerwy pogrążony był w półmroku.
- Zachowujesz się jak wampir! Odsłoniłbyś je,
chociaż na chwilę – próbowałam jakoś do niego przemówić, ale jako główny
priorytet postawił sobie ignorowanie całej rodziny, wliczając w to nawet mnie.
- Spieprzaj stąd – warczał za każdym razem,
gdy otwierałam drzwi od jego pokoju. Przez te chwile potrafiłam zauważyć, że
wciąż leży w jednej pozycji na łóżku i albo patrzy się na ekran laptopa, albo
udaje, że śpi.
Od czasu
wyjazdu z Anglii zrobił się jeszcze dziwniejszy. Nawet już nie stawiał irokeza
ze swoich wiecznie brudnych włosów. Skoro jednak nie chciał mojej pomocy, to
wystarczyło tylko czekać, aż sam zmieni zdanie.
Dlatego po
mieście chodziłam najczęściej sama. Od mojego nowego domu dzieliło pięć
kilometrów do plaży i kiedy wybierałam się na spacery, to głównie tam. Ze
względu na lato w ciepłe dni ludzie praktycznie leżeli na sobie i nie było
gdzie stopy postawić. Nie byłam jakąś zapalczywą fanką pływania, ani smażenia
się na słońcu, więc przechadzałam się głównie wieczorami.
Kołobrzeg był
pięknym miastem, w którym aż roiło się od turystów spieszących się w
najróżniejsze strony. Jednak nie w każdym miejscu natrafiało się na tłok. Były
liczne uliczki pełne domów i bloków mieszkalnych, gdzie przebywali głównie
mieszkańcy. No i ja. Przyciągały mnie tańsze ceny w sklepach spożywczych, a
jako zawodowy pochłaniacz czekolady wolałam kupić parę taniej niż jedną za
zabójczą cenę. Byłam prawdziwą łowczynią okazji, tyle że nie tak, jak inne
kobiety w poszukiwaniu butów, a słodkości.
Sklepik, który
sobie upatrzyłam znajdował się niedaleko mojego domu. Teraz codziennie
wychodziłam przed obiadem i kupowałam tam czekoladę. Na nic się zdało
przekonywanie samej siebie, że przydałaby mi się dieta, gdy w ustach czułam ten
niesamowity smak rozpuszczającego się brązowego złota.
Dzisiaj był
piątek i w sklepiku namnożyło się ludzi. Kasjerka nie miała ani chwili
wytchnienia, a dzwoneczek nad drzwiami pobrzękiwał bez przerwy, gdy do środka
wchodziło coraz więcej osób.
W końcu
nadeszła moja kolej i gdy podeszłam do kasy, zauważyłam siedzącą w kącie
dziewczynę. Pierwsze, co rzucało się w oczy to były różowe końcówki jej blond
włosów, a także naciągnięta na głowę fioletowa czapka z wielkimi oczami
robiącymi zeza. Nastolatka rzuciła mi uważne spojrzenie, a ja szybko odwróciłam
wzrok na kasjerkę.
Swój
czekoladowy nabytek schowałam do szarej torby, którą nosiłam bez przerwy przy
sobie i wyszłam ze sklepu. Już miałam zamiar skręcić w jedną z uliczek, kiedy
usłyszałam, jak ktoś zaczyna krzyczeć. Odwróciłam głowę.
W moją stronę
biegła ta sama dziewczyna, co siedziała wcześniej w sklepie i ewidentnie
wbijała we mnie wzrok.
- Reszty
zapomniałaś! – sapnęła, podając mi do ręki marnego grosika. Patrzyłam na niego
dłuższą chwilę i chyba trochę mnie zatkało, bo nie mogłam wydusić z siebie
słowa. Przybiegła oddać mi grosika...
- Dzięki.
- Armandea
jestem – uścisnęła mi tą samą dłoń, w której trzymałam pieniążka i uśmiechnęła
się zabójczo, ukazując rząd białych zębów.
- Bianca. Dość
nietypowe imię, jak na Polkę...
- Bo nie jestem
stąd, tylko ze Stanów! Chociaż nawet jak na tamte strony to dość niespotykane.
Dla przyjaciół jestem po prostu Aria.
- W takim razie
witaj, po prostu Ario – dziewczynie szczery uśmiech nie schodził z twarzy.
Mogłoby się nawet wydawać, że śmieje się oczami. Wprost tryskała pozytywną
energią.
- Idziesz w
jakieś konkretne miejsce? – spytała Aria, przyglądając mi się ciekawie.
- Raczej nie,
nie do końca obeznałam się jeszcze z okolicą. Mieszkam tu dopiero od tygodnia.
- Świetnie się
składa! Znam to miasto na pamięć! Chodź – chwyciła mnie za nadgarstek i
pociągnęła w przeciwną stronę, niż zamierzałam iść.
- Zaraz, gdzie
idziemy? – zdziwiłam się. Właśnie byłam ciągnięta w jakieś nieznane mi miejsce
przez ledwo poznaną osobę. Brzmi idiotycznie, jednak intuicja podpowiadała mi,
bym z nią poszła.
- Zobaczysz!
I rzeczywiście,
pół godziny później zobaczyłam. Siedziałyśmy razem w tej części plaży, gdzie
ludzka stopa nie stawała tak często. Fale obmywały nam nogi i chłodziły rozgrzane przez słońce ciała. Pierwszą rzeczą, jaką nauczyłam się podczas
pobytu w Kołobrzegu, było to, by nie wychodzić z domu bez kostiumu kąpielowego.
Na wakacjach to niebezpieczne, gdy upał zaczyna doskwierać, a ciebie ogarnia
nagła ochota na pływanie. Armandea uważała tak samo.
Siedziałyśmy w
samych strojach, opowiadając sobie o przeszłości i planach na przyszłość.
To zabawne, że
w ciągu całego życia miałam tyle znajomych i tyle „przyjaciół”, a tak na prawdę
jeszcze z nikim tak świetnie się nie dogadywałam, jak z Arią. Można by
powiedzieć, że nadawałyśmy na tych samych falach.
- Pytanie za
sto punktów, jak bardzo sexy jest twój brat? – strzeliła nagle Aria uśmiechając
się do mnie szeroko. Na chwilę zaniemówiłam, patrząc na nią wielkimi oczami, po
czym wybuchłam niekontrolowanym śmiechem.
- Sexy? Tak
jakoś z minus dwieście? – śmiałam się, co chyba nie zadowoliło dziewczyny. Dała
mi kuksańca w bok.
- Ja poważnie
pytam!
- To może ty mi
najpierw powiedz, na ile oceniasz swojego brata?
- Żmija! –
syknęła i rzuciła się na mnie z wrzaskiem. Zaczęła mnie łaskotać, a ja dusiłam
się śmiechem, wijąc się na mokrym piasku. Po dłuższej chwili udało mi się wstać
i z piskiem rzuciłam się do morza. Aria pobiegła za mną, usilnie próbując
załaskotać mnie na śmierć.
Stojąc po łydki
w wodzie chlapałyśmy się nią radośnie i kręciłyśmy wokoło własnej osi.
- Oceniam go na
zero! – odkrzyknęła mi Aria, brnąc na głębszą wodę.- Może lepiej, żebyś ty to
zatwierdziła!
Zaczęłam się
śmiać i podpłynęłam do niej czym prędzej.
To wszystko
wydawało nam się takie naturalne.
Takie idealne i
właściwe.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nabrałam ochoty na wakacje... ah, a to dopiero grudzień!
Jeśli nie odpisuję na Wasze komentarze, to znaczy, że nie wiem co powiedzieć, tak bardzo Wam dziękuję za czytanie kartek! :3
