Bianca
- Musimy tam zejść –
oświadczyłam, kiedy Jayden wyszedł z pokoju. Wzrok pozostałej dwójki
momentalnie skierował się na mnie.
- Chyba sobie żartujesz! –
zdziwił się Piotrek, odrywając się na chwilę od gry. Aria uniosła głowę i wbiła
we mnie przerażone spojrzenie.
- A cienie? – spytała, zagryzając
wargę. – Przecież podobno chcą cię zabić...
- Jeśli mają to w zanadrzu, to
zrobią to nawet jeśli będę na drugim końcu świata – burknęłam niechętnie,
przejeżdżając ręką po włosach.
- Chyba nie chcesz im się
wystawiać jak na talerzu! – zaoponował Piotrek.
- Sophie mówiła, że są tu ze mną.
Cały czas – machnęłam ręką niby bagatelizując sprawę, a tak naprawdę poczułam
jak dreszcze przebiegają mi po kręgosłupie.
„Wiesz, to jest tak praktycznie cały czas przy tobie.”
- Sophie mówiła? A skąd ona
mogłaby wiedzieć? – zdziwiła się Aria, nieopatrznie zrzucając z łóżka parę
białych figur, którymi grała. Patrzyłam przez chwilę jak je zbiera z podłogi i
kładzie na szachownicy.
- A jak Jayden zagoił ranę? A jak
moja ręka ożyła? Jakim w ogóle cudem te całe chore cienie wypełzły na zewnątrz,
przepraszam? Wiesz, to chyba nie wszystkie pytania, jakie chciałabym tu zadać –
warknęłam niemiło. – Jayden ma coś z tym wspólnego.
- Co takiego? – spytał Piotrek.
- Skąd mam wiedzieć – fuknęłam
opryskliwie, czując się bardzo źle, że tak na nich pluję swoją agresją.
Rozłożyłam bezradnie ręce i odchyliłam głowę w tył. Jeśli jest tam na górze
jakiś Bóg, to proszę, niech ześle na mnie spokój, cierpliwość i odprawi całe te
cienie na ich miejsce! Proszę?
- Sophie mówiła, że Jayden jej
opowiadał jakieś straszne rzeczy. Mała widziała cienie, nawet z nimi do cholery
rozmawiała, rozumiecie to? Najlepsze jest jednak, że była małym brzdącem, kiedy
Jay siedział w psychiatryku. Jakim cudem miałaby to pamiętać? – powiodłam
wzrokiem po ich zdumionych twarzach, szukając jakiegoś wsparcia. – Dlaczego
więc Jayden niczego nie pamięta, kiedy Sophie wgryzły się w mózg jakieś
straszne opowiastki?
Opadłam bezsilnie na najbliższe
łóżko i przejechałam dłonią po twarzy.
- To jest dość dziwne...
- Dość? – prychnęłam, podrywając
się znów na nogi. Nie mogłam ustać w jednym miejscu, za bardzo mnie nosiło na
boki. – Dość dziwne?
- Opanuj się – zirytowała się
Aria, składając szachownicę. Zamyśliłam się na chwilę, po czym usiadłam tuż
obok niej, spychając wcześniej Piotrka z łóżka i odebrałam jej wszystkie
postacie. Poustawiałam je na właściwych polach i wysunęłam o dwa jednego z
czarnych pionków. Nie minęło kilka chwil, a biały goniec miał go już na
celowniku.
- To ja – machnęłam ręką w stronę
pionka, a drugą wskazałam na gońca. – A to ktoś, kto chce mnie zabić. – Zbiłam
czarną figurę i pozwoliłam, by potoczyła się po całej szachownicy. – I nic z
tym nie zrobię.
- Bianco? – Piotrek nieśmiało
wskazał na moją nogę, która machała na boki. Wbiłam spojrzenie
w idiotyczną kończynę, która postanowiła powyczyniać cuda i siłą
przytwierdziłam ją do gruntu. Ta cała zabawa mojego ciała przestawała mnie
pomału dziwić.
- Jestem głupią marionetką w całej
tej chorej grze – podniosłam się nieźle znerwicowana i zgarnęłam z ziemi
czarnego pionka. Rzuciłam go z pogardą na szachownicę i wpatrzyłam się w Arię.
Miała spuszczoną głowę i siedziała cicho, nie mając odwagi spojrzeć mi w oczy.
– Jak my wszyscy.
- I co masz niby teraz zamiar
zrobić? – spytał Piotrek, patrząc jak się zbieram do wyjścia. Byłam już przy
drzwiach, kiedy się odwróciłam.
- A mam coś do wyboru?
- Śmierć na pewno nie jest
rozwiązaniem wszystkiego – warknął, szukając wsparcia u wciąż milczącej Arii. –
Powiedz jej cokolwiek! Chcesz im to ułatwić?! – wrzasnął, a żyły na jego szyi
stały się bardziej widoczne. Jego siostra bez przerwy wlepiała spojrzenie w
swoje dłonie na podołku, a on sam praktycznie wyszedł z siebie.
- I tak mają mnie w garści –
powiedziałam cicho.
- Bzdury! Armandea, cholera
jasna, powiedz coś wreszcie!
- Ale ja nie wiem! – jęknęła,
patrząc na mnie ze współczuciem. – Co ja tu mogę? Trzymać kciuki i modlić się o
szczęście? Bianca ma rację...
- Ześwirowałaś?! – Piotrek uniósł
ręce w górę, patrząc z niedowierzaniem raz na jedną raz na drugą.
- Wiesz, mogłabym tak siedzieć i
czekać aż te cholerne cienie odbiorą mi całą władzę nad ciałem, ale wolę umrzeć
jako ja – zacisnęłam dłoń na klamce.
- Nie o to mi chodziło. Musimy
tam zejść – stwierdziła Aria. – Wszystko da się zniszczyć, prawda?
Nagle drzwi się otworzyły,
uderzając mnie kantem w głowę. Syknęłam ze złości i odwróciłam się na pięcie.
Poczułam silny, obezwładniający impuls przebiegający po całym moim ciele. Na
chwilę zawładnęła mną rządza zemsty za takie zlekceważenie. Nowo przybyła osoba
z pewnością zrobiła to specjalnie.
Zanim jeszcze rozpoznałam twarz,
pięść pomknęła w jej stronę. Chwilę później impuls zniknął, a wszystko stało
się wyraźne i jasne, jakby wcześniej zasłaniała to ciemna mgiełka.
- O kurwa, dziewczyno, za co to
było? – warknął Jayden, łapiąc się za zaczerwieniony policzek. Przepchnął się
koło mnie przez drzwi, bluzgając pod nosem i plując krwią zajął łazienkę.
Piotrek, który stał pośrodku
pokoju, wręcz zaniemówił i wpatrywał się we mnie ze zdziwieniem. Aria otworzyła
lekko usta, wzrokiem odprowadzając Jaydena. Trwaliśmy w takiej ciszy, dopóki
mój brat nie wszedł znów do pomieszczenia.
- Mogłaś mi szczękę przetrącić –
warknął. – Wiem, że jesteś na mnie wkurwiona, ale żeby aż tak?
Zamknął wciąż otwarte drzwi i
rozejrzał się po wmurowanych twarzach zebranych.
- Co jest? – spytał, rozkładając
się na swoim łóżku.
Chciałam mu tyle powiedzieć. Tyle
się zapytać. Chciałam nawrzeszczeć, pouczyć i posprzeczać się, jak to zawsze
mieliśmy w zwyczaju. Zamiast tego uśmiechnęłam się sztucznie.
- Dogoniłeś ją? – spytałam głosem
wciąż drżącym z emocji. Wiedziałam, że jego nie da się oszukać co w danej
chwili się czuje. Było to wręcz zadanie niewykonalne, zważając na jego
niesamowity zmysł obserwacji.
- Tak jakby – machnął ręką, wciąż
badawczo się we mnie wpatrując.
- Muszę... pogadać z Boczkiem –
mruknęłam, czując się naprawdę niezręcznie. Otworzyłam drzwi i już je za sobą
zamykałam, kiedy Piotrek szarpnął je z drugiej strony.
- Idę z tobą – powiedział
wychodząc na korytarz. Łypnęłam na niego spode łba i przyspieszyłam kroku. Co
teraz zrobię? Nie mam jak go zgubić, zejść mi nie pozwoli, a z Boczkiem nie mam
o czym gadać. Głupi Piotrek.
- Odwidziało mi się – rzuciłam
zgryźliwie i już miałam zawrócić, kiedy chwycił mnie za ramiona i potrząsnął.
- Obudź się dziewczyno, to co się
dzieje wkoło to nie jakaś zabawa, albo sen! – syknął, zaciskając mocno palce.
Jego twarz była czerwona ze złości, a rozwichrzone brązowe włosy opadały
delikatnie na czoło. Piotrek ściągnął brwi, tworząc między nimi dwie pionowe
zmarszczki.
- Wiem, co to jest. Nie musisz
mnie w tym uświadamiać – powiedziałam chłodno.
- Najwyraźniej nie wiesz, bo idziesz im na rękę! Zastanów
się co w ogóle chcesz zrobić! Pogadaj z Jaydenem, może akurat pamięta... –
puścił moje ramiona i nie zrywając kontaktu wzrokowego oddalił się na krok.
„Chyba, że to on mi grozi...” –
nasunęła mi się niemiła myśl. Szybko ją od siebie odegnałam. Czy teraz
wszystkich będę uważać za wrogów?
- Sophie mówiła, że nie pamięta –
stwierdziłam cicho. Piotrek znów się zbliżył i wyciągnął z mojej przedniej
kieszeni telefon. Podał mi go i uśmiechnął się leciutko, trochę niepewnie.
- To zadzwoń do niej – podsunął,
jakby była to najprostsza w świecie rzecz. Ścisnęłam w dłoni urządzenie i
skinęłam głową.
- Zadzwonię – obiecałam. Patrzyłam
mu w oczy i szukałam tam samej siebie, która chyba gdzieś się zawieruszyła po
drodze. Kontrola ciała? Kontrola umysłu? Kim ja byłam, skoro nie potrafiłam
zapanować nad tym czymś, co się we mnie panoszyło? Kim byłam, skoro straciłam
siebie i teraz resztkami sił uczepiłam się kurczowo tego życia?
Gdyby tylko wiedział jaki ma na
mnie wpływ. Jak reaguję na każde jego słowo, całą obecność. Gdyby tylko
wiedział...
Odgarnął mi sprzed oczu ciemny
kosmyk włosów i powiódł palcem po linii szczęki.
- Zabiję je dla ciebie –
powiedział, po czym uśmiechnął się szeroko. – Obiecuję.
- Nie składaj obietnic, jeśli nie
jesteś pewien czy ich dotrzymasz.
- W takim razie zrobię wszystko
co w mojej mocy, żeby dały ci spokój – błysnął zębami i już miał się wycofać,
kiedy go powstrzymałam.
- Dlaczego? – spytałam, bijąc się
w myślach czy naprawdę chcę znać tą odpowiedź. W takim wypadku porywałam się na
wzburzoną wodę i miałam zdecydować czy zawrócić w bezpieczne lądy, gdzie
przynajmniej te przyziemne sprawy nie pozostawały bardzo skomplikowane, czy
ruszyć w nieznane w poszukiwaniu lepszego miejsca.
- Dlaczego? – powtórzył i objął
mnie ręką. – Bo wszystko przestanie istnieć, jeśli zabiorą mi ciebie.
Uśmiechnęłam się wesoło, gotowa
trochę go podrażnić.
- Brzmi jak te wszystkie oklepane
słówka z romansideł – prychnęłam, ostrożnie składając ręce na jego plecach.
- To może jeszcze, że jak chcą dostać ciebie,
to najpierw muszą poskromić mnie? – spytał z radością.
Czułam się taka idealna, taka na
miejscu. Jakby wszystko co się zdarzyło, było tylko po to, bym dotarła do tego
punktu w życiu i wyciągnęła wszystkie cenne nauczki z przeszłości. Wiem, że to miało tak być. Włączając w to wszystko te głupie cienie. Wraz z
przypływem euforii, poczułam pewność i wygraną, która czaiła się gdzieś na
wyciągnięcie ręki. Wystarczyło tylko sięgnąć.
- Lepiej nie – szepnęłam, kiedy
przybliżył do mnie twarz.
- Teraz wierzysz, że wszystko się
dobrze skończy? – spytał. Aż głupio przyznać, ale uwierzyłabym we wszystko,
gdyby tylko poprosił.
- Musimy tam zejść –
powiedziałam, na co skinął niechętnie głową. – Potem się zobaczy.
Schylił się i pocałował mnie
niepewnie. Przestałam myśleć o Arii, przestałam rozważać cokolwiek, to się po
prostu działo. Konsekwencje później. Czemu by na chwilę ich nie usunąć z życia?
Zamknęłam oczy i oddałam
pocałunek, całkowicie się w tym zatracając.
I mogłoby się wydawać, że środek
korytarza w internacie to nie jest najlepsze miejsce na romanse. Jako dziecko wyobrażałam
sobie pocałunek z tym jedynym, który
byłby dla mnie wszystkim czego potrzebowałam, w zupełnie innych warunkach.
Jednak czemu nie?
Wplotłam rękę w jego włosy i
zrównałam oddech z jego oddechem. No właśnie, czemu nie? Przecież nie ważne
gdzie, jak i dlaczego.
Ważne z kim.
~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~
Ja wiem, że ten rozdział wyszedł mdły... starałam się go trochę poprawić, ale jak go dzisiaj czytam, to znów mi w nim wszystko nie gra.
W ogóle w tym wszystkim mi coś nie gra.
Ehh, oby nie wypalenie...
Jeśli u kogoś jeszcze nie skomentowałam, to przez egzaminy ;_; mam dokładnie 45 dni na naukę ze wszystkich 3 klas, a na biol-chem trzeba mieć dużo punktów.
Przepraszam za badziewność tego tam na górze :C