Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bianca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bianca. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 marca 2014

Kartka 26

Bianca

- Musimy tam zejść – oświadczyłam, kiedy Jayden wyszedł z pokoju. Wzrok pozostałej dwójki momentalnie skierował się na mnie.
- Chyba sobie żartujesz! – zdziwił się Piotrek, odrywając się na chwilę od gry. Aria uniosła głowę i wbiła we mnie przerażone spojrzenie.
- A cienie? – spytała, zagryzając wargę. – Przecież podobno chcą cię zabić...
- Jeśli mają to w zanadrzu, to zrobią to nawet jeśli będę na drugim końcu świata – burknęłam niechętnie, przejeżdżając ręką po włosach.
- Chyba nie chcesz im się wystawiać jak na talerzu! – zaoponował Piotrek.
- Sophie mówiła, że są tu ze mną. Cały czas – machnęłam ręką niby bagatelizując sprawę, a tak naprawdę poczułam jak dreszcze przebiegają mi po kręgosłupie.
„Wiesz, to jest tak praktycznie cały czas przy tobie.”
- Sophie mówiła? A skąd ona mogłaby wiedzieć? – zdziwiła się Aria, nieopatrznie zrzucając z łóżka parę białych figur, którymi grała. Patrzyłam przez chwilę jak je zbiera z podłogi i kładzie na szachownicy.
- A jak Jayden zagoił ranę? A jak moja ręka ożyła? Jakim w ogóle cudem te całe chore cienie wypełzły na zewnątrz, przepraszam? Wiesz, to chyba nie wszystkie pytania, jakie chciałabym tu zadać – warknęłam niemiło. – Jayden ma coś z tym wspólnego.
- Co takiego? – spytał Piotrek.
- Skąd mam wiedzieć – fuknęłam opryskliwie, czując się bardzo źle, że tak na nich pluję swoją agresją. Rozłożyłam bezradnie ręce i odchyliłam głowę w tył. Jeśli jest tam na górze jakiś Bóg, to proszę, niech ześle na mnie spokój, cierpliwość i odprawi całe te cienie na ich miejsce! Proszę?
- Sophie mówiła, że Jayden jej opowiadał jakieś straszne rzeczy. Mała widziała cienie, nawet z nimi do cholery rozmawiała, rozumiecie to? Najlepsze jest jednak, że była małym brzdącem, kiedy Jay siedział w psychiatryku. Jakim cudem miałaby to pamiętać? – powiodłam wzrokiem po ich zdumionych twarzach, szukając jakiegoś wsparcia. – Dlaczego więc Jayden niczego nie pamięta, kiedy Sophie wgryzły się w mózg jakieś straszne opowiastki?
Opadłam bezsilnie na najbliższe łóżko i przejechałam dłonią po twarzy.
- To jest dość dziwne...
- Dość? – prychnęłam, podrywając się znów na nogi. Nie mogłam ustać w jednym miejscu, za bardzo mnie nosiło na boki. – Dość dziwne?
- Opanuj się – zirytowała się Aria, składając szachownicę. Zamyśliłam się na chwilę, po czym usiadłam tuż obok niej, spychając wcześniej Piotrka z łóżka i odebrałam jej wszystkie postacie. Poustawiałam je na właściwych polach i wysunęłam o dwa jednego z czarnych pionków. Nie minęło kilka chwil, a biały goniec miał go już na celowniku.
- To ja – machnęłam ręką w stronę pionka, a drugą wskazałam na gońca. – A to ktoś, kto chce mnie zabić. – Zbiłam czarną figurę i pozwoliłam, by potoczyła się po całej szachownicy. – I nic z tym nie zrobię.
- Bianco? – Piotrek nieśmiało wskazał na moją nogę, która machała na boki. Wbiłam spojrzenie w idiotyczną kończynę, która postanowiła powyczyniać cuda i siłą przytwierdziłam ją do gruntu. Ta cała zabawa mojego ciała przestawała mnie pomału dziwić.
- Jestem głupią marionetką w całej tej chorej grze – podniosłam się nieźle znerwicowana i zgarnęłam z ziemi czarnego pionka. Rzuciłam go z pogardą na szachownicę i wpatrzyłam się w Arię. Miała spuszczoną głowę i siedziała cicho, nie mając odwagi spojrzeć mi w oczy. – Jak my wszyscy.
- I co masz niby teraz zamiar zrobić? – spytał Piotrek, patrząc jak się zbieram do wyjścia. Byłam już przy drzwiach, kiedy się odwróciłam.
- A mam coś do wyboru?
- Śmierć na pewno nie jest rozwiązaniem wszystkiego – warknął, szukając wsparcia u wciąż milczącej Arii. – Powiedz jej cokolwiek! Chcesz im to ułatwić?! – wrzasnął, a żyły na jego szyi stały się bardziej widoczne. Jego siostra bez przerwy wlepiała spojrzenie w swoje dłonie na podołku, a on sam praktycznie wyszedł z siebie.
- I tak mają mnie w garści – powiedziałam cicho.
- Bzdury! Armandea, cholera jasna, powiedz coś wreszcie!
- Ale ja nie wiem! – jęknęła, patrząc na mnie ze współczuciem. – Co ja tu mogę? Trzymać kciuki i modlić się o szczęście? Bianca ma rację...
- Ześwirowałaś?! – Piotrek uniósł ręce w górę, patrząc z niedowierzaniem raz na jedną raz na drugą.
- Wiesz, mogłabym tak siedzieć i czekać aż te cholerne cienie odbiorą mi całą władzę nad ciałem, ale wolę umrzeć jako ja – zacisnęłam dłoń na klamce.
- Nie o to mi chodziło. Musimy tam zejść – stwierdziła Aria. – Wszystko da się zniszczyć, prawda?
Nagle drzwi się otworzyły, uderzając mnie kantem w głowę. Syknęłam ze złości i odwróciłam się na pięcie. Poczułam silny, obezwładniający impuls przebiegający po całym moim ciele. Na chwilę zawładnęła mną rządza zemsty za takie zlekceważenie. Nowo przybyła osoba z pewnością zrobiła to specjalnie.
Zanim jeszcze rozpoznałam twarz, pięść pomknęła w jej stronę. Chwilę później impuls zniknął, a wszystko stało się wyraźne i jasne, jakby wcześniej zasłaniała to ciemna mgiełka.
- O kurwa, dziewczyno, za co to było? – warknął Jayden, łapiąc się za zaczerwieniony policzek. Przepchnął się koło mnie przez drzwi, bluzgając pod nosem i plując krwią zajął łazienkę.
Piotrek, który stał pośrodku pokoju, wręcz zaniemówił i wpatrywał się we mnie ze zdziwieniem. Aria otworzyła lekko usta, wzrokiem odprowadzając Jaydena. Trwaliśmy w takiej ciszy, dopóki mój brat nie wszedł znów do pomieszczenia.
- Mogłaś mi szczękę przetrącić – warknął. – Wiem, że jesteś na mnie wkurwiona, ale żeby aż tak?
Zamknął wciąż otwarte drzwi i rozejrzał się po wmurowanych twarzach zebranych.
- Co jest? – spytał, rozkładając się na swoim łóżku.
Chciałam mu tyle powiedzieć. Tyle się zapytać. Chciałam nawrzeszczeć, pouczyć i posprzeczać się, jak to zawsze mieliśmy w zwyczaju. Zamiast tego uśmiechnęłam się sztucznie.
- Dogoniłeś ją? – spytałam głosem wciąż drżącym z emocji. Wiedziałam, że jego nie da się oszukać co w danej chwili się czuje. Było to wręcz zadanie niewykonalne, zważając na jego niesamowity zmysł obserwacji.
- Tak jakby – machnął ręką, wciąż badawczo się we mnie wpatrując.
- Muszę... pogadać z Boczkiem – mruknęłam, czując się naprawdę niezręcznie. Otworzyłam drzwi i już je za sobą zamykałam, kiedy Piotrek szarpnął je z drugiej strony.
- Idę z tobą – powiedział wychodząc na korytarz. Łypnęłam na niego spode łba i przyspieszyłam kroku. Co teraz zrobię? Nie mam jak go zgubić, zejść mi nie pozwoli, a z Boczkiem nie mam o czym gadać. Głupi Piotrek.
- Odwidziało mi się – rzuciłam zgryźliwie i już miałam zawrócić, kiedy chwycił mnie za ramiona i potrząsnął.
- Obudź się dziewczyno, to co się dzieje wkoło to nie jakaś zabawa, albo sen! – syknął, zaciskając mocno palce. Jego twarz była czerwona ze złości, a rozwichrzone brązowe włosy opadały delikatnie na czoło. Piotrek ściągnął brwi, tworząc między nimi dwie pionowe zmarszczki.
- Wiem, co to jest. Nie musisz mnie w tym uświadamiać – powiedziałam chłodno.
- Najwyraźniej nie wiesz, bo idziesz im na rękę! Zastanów się co w ogóle chcesz zrobić! Pogadaj z Jaydenem, może akurat pamięta... – puścił moje ramiona i nie zrywając kontaktu wzrokowego oddalił się na krok.
„Chyba, że to on mi grozi...” – nasunęła mi się niemiła myśl. Szybko ją od siebie odegnałam. Czy teraz wszystkich będę uważać za wrogów?
- Sophie mówiła, że nie pamięta – stwierdziłam cicho. Piotrek znów się zbliżył i wyciągnął z mojej przedniej kieszeni telefon. Podał mi go i uśmiechnął się leciutko, trochę niepewnie.
- To zadzwoń do niej – podsunął, jakby była to najprostsza w świecie rzecz. Ścisnęłam w dłoni urządzenie i skinęłam głową.
- Zadzwonię – obiecałam. Patrzyłam mu w oczy i szukałam tam samej siebie, która chyba gdzieś się zawieruszyła po drodze. Kontrola ciała? Kontrola umysłu? Kim ja byłam, skoro nie potrafiłam zapanować nad tym czymś, co się we mnie panoszyło? Kim byłam, skoro straciłam siebie i teraz resztkami sił uczepiłam się kurczowo tego życia?
Gdyby tylko wiedział jaki ma na mnie wpływ. Jak reaguję na każde jego słowo, całą obecność. Gdyby tylko wiedział...
Odgarnął mi sprzed oczu ciemny kosmyk włosów i powiódł palcem po linii szczęki.
- Zabiję je dla ciebie – powiedział, po czym uśmiechnął się szeroko. – Obiecuję.
- Nie składaj obietnic, jeśli nie jesteś pewien czy ich dotrzymasz.
- W takim razie zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby dały ci spokój – błysnął zębami i już miał się wycofać, kiedy go powstrzymałam.
- Dlaczego? – spytałam, bijąc się w myślach czy naprawdę chcę znać tą odpowiedź. W takim wypadku porywałam się na wzburzoną wodę i miałam zdecydować czy zawrócić w bezpieczne lądy, gdzie przynajmniej te przyziemne sprawy nie pozostawały bardzo skomplikowane, czy ruszyć w nieznane w poszukiwaniu lepszego miejsca.
- Dlaczego? – powtórzył i objął mnie ręką. – Bo wszystko przestanie istnieć, jeśli zabiorą mi ciebie.
Uśmiechnęłam się wesoło, gotowa trochę go podrażnić.
- Brzmi jak te wszystkie oklepane słówka z romansideł – prychnęłam, ostrożnie składając ręce na jego plecach.
 - To może jeszcze, że jak chcą dostać ciebie, to najpierw muszą poskromić mnie? – spytał z radością.
Czułam się taka idealna, taka na miejscu. Jakby wszystko co się zdarzyło, było tylko po to, bym dotarła do tego punktu w życiu i wyciągnęła wszystkie cenne nauczki z przeszłości. Wiem, że to miało tak być. Włączając w to wszystko te głupie cienie. Wraz z przypływem euforii, poczułam pewność i wygraną, która czaiła się gdzieś na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło tylko sięgnąć.
- Lepiej nie – szepnęłam, kiedy przybliżył do mnie twarz.
- Teraz wierzysz, że wszystko się dobrze skończy? – spytał. Aż głupio przyznać, ale uwierzyłabym we wszystko, gdyby tylko poprosił.
- Musimy tam zejść – powiedziałam, na co skinął niechętnie głową. – Potem się zobaczy.
Schylił się i pocałował mnie niepewnie. Przestałam myśleć o Arii, przestałam rozważać cokolwiek, to się po prostu działo. Konsekwencje później. Czemu by na chwilę ich nie usunąć z życia?
Zamknęłam oczy i oddałam pocałunek, całkowicie się w tym zatracając.
I mogłoby się wydawać, że środek korytarza w internacie to nie jest najlepsze miejsce na romanse. Jako dziecko wyobrażałam sobie pocałunek z tym jedynym, który byłby dla mnie wszystkim czego potrzebowałam, w zupełnie innych warunkach. Jednak czemu nie?
Wplotłam rękę w jego włosy i zrównałam oddech z jego oddechem. No właśnie, czemu nie? Przecież nie ważne gdzie, jak i dlaczego.

Ważne z kim.

~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~
Ja wiem, że ten rozdział wyszedł mdły... starałam się go trochę poprawić, ale jak go dzisiaj czytam, to znów mi w nim wszystko nie gra.
W ogóle w tym wszystkim mi coś nie gra.
Ehh, oby nie wypalenie...
Jeśli u kogoś jeszcze nie skomentowałam, to przez egzaminy ;_; mam dokładnie 45 dni na naukę ze wszystkich 3 klas, a na biol-chem trzeba mieć dużo punktów.
Przepraszam za badziewność tego tam na górze :C

wtorek, 25 lutego 2014

Kartka 23

Jayden

Po ostatniej rozmowie z matką miałem dość wszystkich ludzi naokoło na najbliższe sto lat. Już zdołałem zapomnieć, jak bardzo potrafiła być wkurwiająca. Oczywiście wyszło, że jestem winny za całe zło świata.
Po wyjeździe matki przez najbliższe dwa dni chodziłem zły jak osa. Bianca chyba też nie była zbyt zadowolona z tych odwiedzin. Milczała przez większość czasu i wbijała spojrzenie w bliżej nieokreślony punkt. Najdziwniejsze były jednak wydarzenia we wtorek. Mieliśmy spokojnie wszyscy pogadać o sprawie życia i śmierci, a... dziewczyny się obraziły. Strzeliły takiego focha, że Piotrek stał się dla nich istnym powietrzem.
Nie wiedziałem o co chodzi, za bardzo nie miałem nawet na to ochoty. Przynajmniej nie gniewały się na mnie.
Pozostał tylko jeden problem. Mianowicie sam Piotrek. Zwalił się na moją głowę i zaczął udawać przyjaciela. Nie ma się z kim bujać po szkole, to się dopieprzył do kogoś, kto sieje postrach? Nieźle.
Do najbardziej nieudanych dni w roku mogłem spokojnie zaliczyć tą środę. Po zajęciach miałem ostatnie spotkanie z Bezimienną. Nie chciałem z nią gadać, jednocześnie pragnąc się odezwać choć słowem.
Jak zawsze przed wejściem na salę sprawdziłem, czy nie gra na tym starym gruchocie. Gdy teren okazał się czysty, wparowałem do środka.
- Oczywiście, że spóźniony – usłyszałem uwagę. Nie miałem zamiaru odpowiadać na te zaczepki. Pogłośniłem muzykę w słuchawkach i rzuciłem torbę na siedzenie. Brawa dla mnie, że w ogóle postanowiłem przyjść. Głupio przyznać, ale stwierdziłem, że to ostatnia okazja do zobaczenia jej w pełnej krasie.
Moje życie jest już dość przejebane. Nie będę psuł go innym. Zwłaszcza tym, którzy są zdolni by coś dla mnie poświęcić.
- Oh, rozumiem. Kolejne zmiany nastroju? Czyżby PMS? – spytała, kładąc ręce na biodrach. Jednak kiedy i na to nie zareagowałem, speszyła się nieco i zajęła miejsce obok. – Co się stało?
Całą swoją uwagę skupiłem na ekranie telefonu. Czemu było mi tak cholernie ciężko ignorować ją?
- Jay... mi możesz powiedzieć – mruknęła nieśmiało, dotykając lekko mojego nadgarstka. Odtrąciłem jej dłoń i ustawiłem głośność odtwarzacza na max. Teraz przynajmniej nie słyszałem co mówi.
Jednak nadal było mi ciężko. Tak kurewsko ciężko...
Przed oczami mignęła mi jej twarz wykrzywiona wkurzonym grymasem, kiedy wróciła na swoje miejsce. Podniosła ogromny brystol z napisem i spojrzała na mnie wyczekująco.
Bądź co bądź, musiałem jej pomóc. Ruszyłem się na zaplecze po drabinę i wróciłem, taskając to żelastwo.
Bezimienna stała w jednym miejscu, patrząc się ze smutkiem w pustkę.
Znów. Znów kurwa była tak bezbrzeżnie smutna. Znów topiła się we własnych łzach i opadała na dno oceanu. Znów kurwa.
Chwyciłem napis jedną ręką i wgramoliłem się na górę. Wyjąłem z kieszeni spodni pudełko szpilek i rozpocząłem mozolną pracę doprowadzania ostatnich poprawek.
Im szybciej skończę, tym szybciej wyjdę.
Tym szybciej ją opuszczę...
Czy tego chcę?

~***~

Bianca

Czułam się jak w jakimś chorym kryminale. Nagle każda z otaczających mnie osób stawał się wrogiem numer jeden. Wciąż miałam w głowie słowa Sophie i jej przerażoną minę. To wszystko stawało się coraz bardziej porąbane.
Na dodatek Aria. Czy możliwe, że osobą, która mi zagraża okazała się ona? Czy zrobiłaby coś okropnego, bądź co bądź przyjaciółce, jedynie przez zazdrość? Sama już nie byłam tego wszystkiego pewna.
W każdym razie postanowiłam zachowywać się w miarę normalnie. Nawet podzieliłam się z nią nowinką o rzekomej randce Alicji i Piotrka. Dziewczynę wręcz wmurowało. Chyba nieźle się zaskoczyła, że to nie mnie powinna się obawiać, a jej.
Najdziwniejsze i najbardziej przerażające było jednak wydarzenie na matmie. Siedziałam jak zwykle znużona, udając, że coś rozumiem. Potakiwałam pokornie głową i wpatrywałam się tępo w tablicę. Nauczycielce to chyba wystarczało, bo nie zwracała uwagi na moje nieróbstwo.
W każdym razie nagle jej wzrok utkwił we mnie i słodkim głosem oznajmiła, że mnie słucha. Patrzyłam się na nią jak na jakieś rzadkie zjawisko i starałam się zrozumieć o co jej chodzi. Aria szturchnęła mnie w ramię, przywracając na ziemię do żywych. Albo połowicznie żywych.
- A... jakie było pytanie?
- Nie było pytania. To ty się zgłaszasz – powiedziała, lekko zdumiona moim zachowaniem. Patrzyłam na nią jak na idiotkę i dla pewności zerknęłam na swoje dłonie. Jedna uczynnie podpierała mi podbródek, a druga... stała na baczność, wyciągając palce w stronę sufitu. Jak to zobaczyłam, to niemal zachłysnęłam się ze zdziwienia własną śliną.
- Nie, to pomyłka, ja się nie zgłaszałam – wydukałam żałośnie, próbując schować rękę pod ławkę. Tyle że skubana nie chciała mnie słuchać. Nadal tkwiła uparcie w jednej pozycji, jakby śmiejąc się z mojej bezradności. Spróbowałam ściągnąć ją drugą, ale wyglądało to jak siłowanie się z samą sobą. W dodatku nieskuteczne, bo ręka okazała się silniejsza.
Musiałam wyglądać komicznie. Niekoniecznie mi było do śmiechu, chociaż cała klasa zaczęła się chichrać pod nosem z tej akcji, którą odstawiałam. Rzuciłam Arii błagalne spojrzenie, ale patrzyła na mnie zdezorientowana, nie bardzo wiedząc co się dzieje.
- W takim razie nie musisz się już zgłaszać, Easay – powiedziała zirytowana nauczycielka. Pewnie miała mi za złe przerwanie lekcji taką błahostką.
- A właściwie jest jedna sprawa. Mogę do toalety? – wypaliłam szybko, mocując się z upartą ręką.
- Idź – warknęła, wracając do pisania po tablicy. Chyba już się z nią nie polubię. Podniosłam się szybko i pośród śmiechów całej klasy wybiegłam z sali. W każdym razie miałam taki zamiar, ale potknęłam się przy jednej z ławek i zaryłam czołem o jej kant. Chłopak, który przy niej siedział, rzucił mi rozbawione spojrzenie i już wyciągał w moją stronę dłoń, ale szybko się pozbierałam.
Jak na skrzydłach wystrzeliłam z klasy, przy wyjściu zawadzając podniesioną ręką o strop drzwi.
Błagam, zabijcie mnie w tej chwili.
Upokorzona pognałam do dziewczęcej ubikacji i spojrzałam na siebie w lustrze. Dłuższą chwilę mocowałam się z ręką, a kiedy w końcu zdołałam ją opuścić, powróciło czucie. Znów mogłam nią poruszać, bez żadnych takich wpadek.
- Co to było? – mruknęłam, przepłukując twarz wodą. Moja dłoń automatycznie powędrowała do zagojonej rany. Od niedawna był to mój nowy nawyk.
Przesiedziałam w toalecie aż do upragnionego dzwonka. Bałam się też trochę reakcji klasy na to nietypowe widowisko, chyba jednak wolałam siedzieć w kabinie. Bądź co bądź jednak wyszłam i szybko odebrałam od Arii torbę.
- Co się stało? – spytała szybko, odciągając mnie na stronę. Jayden już szedł w naszym kierunku, a Piotrek stał niezdecydowany pośrodku korytarza, wpatrując się we mnie uważnie.
- Tak jakby nie mam pojęcia... nie miałam nad tym kontroli – mruknęłam. Niezadowolona zauważyłam szeroki uśmiech na twarzy brata, kiedy w końcu do nas podszedł.
- Nieźle siostra. Udało ci się ubarwić trochę lekcję – poklepał mnie po ramieniu i udał szczere zdziwienie, widzą moje nienawistne spojrzenie. – No co?
- Wiadro. To nie było zabawne!
- Było. Po prostu nie masz poczucia humoru.
- Też byś nie miał, gdybyś nie panował nad własnym ciałem – fuknęłam zezłoszczona. Aria wywróciła oczami i mrugnęła do mnie wesoło.
- Jayden, pozwól na chwilkę – pchnęła go przed siebie i cała w skowronkach zniknęła z nim za kolumną. Ze zdziwienia prawie mi szczęka opadła. Szybko jednak moja uwaga została zajęta przez coś innego. A raczej kogoś.
Tuż przede mną wyrósł chłopak o słodkim uśmiechu. Miał wysunięty podbródek i łagodne, niemalże dziewczęce rysy twarzy. Głowę zdobiły mu postawione na żel, krucze włosy. Wyglądał na jakiegoś bogatego snoba.
- Cześć – przywitał się, błyskając białymi zębami. Były tak wyszorowane, że chyba co przerwę chodził je szczotkować i pielęgnować. – Chyba zgubiłaś.
Wyciągnął rękę, w której trzymał małego, czarnego kolczyka. Szybko pomacałam uszy. Oczywiście, w jednym brakowało ozdoby.
- Dzięki – mruknęłam zestresowana. To w jego ławkę wyrżnęłam przy panicznej ewakuacji z klasy. Dość nieprzyjemna scena.
- Nie ma sprawy. Jakbyś jeszcze się chciała obtłuc, to wiesz gdzie siedzę – zaśmiał się wesoło i klasnął w dłonie. – To widzimy się na lekcji!
Odprowadziłam go spojrzeniem, ściskając w ręce odzyskaną zgubę. Kątem oka zauważyłam wpatrującego się we mnie Piotrka. Nie chcąc doprowadzić do jakiejkolwiek rozmowy, ruszyłam w stronę łazienki. Znowu.
- Pogadamy później? – czemu miałoby mi się udać przejść koło niego niepostrzeżenie? Przecież nie ma takiej opcji! Zatarasował mi przejście i uśmiechnął się lekko, czym zmiękczył mi serce. W ciągu chwili przestałam się na niego gniewać.
- Po lekcjach – przytaknęłam, karcąc się w duchu za swoją uległość. On tylko mrugnie, a ja już biegnę.

Na angielskim poinformowałam szeptem Arię o mojej zbliżającej się rozmowie. Bądź co bądź wolałam, żeby wiedziała, a nie posądzała o zdradę przyjaźni. Czy cokolwiek innego...
Zmarszczyła brwi i rzuciła w stronę Piotrka uważne spojrzenie. Pech chciał, żeby akurat się nam przyglądał.
- Może ma jakiś pomysł o co chodziło z tą ręką na matmie – zaproponowała, odwracając od niego wzrok. Rozejrzałam się po klasie, która wciąż przyglądała mi się jakbym miała zaraz coś odwalić. Zaraz, moment, a...
- Gdzie Jayden? – spytałam szeptem, zerkając w stronę tłumaczącej coś nauczycielki.
- Nie wiem. Odciągnęłam go na moment, bo ten chłopak ci się tak przyglądał... – zachichotała i rzuciła szybkie spojrzenie na lśniąco-zębnego. – Polazł gdzieś, bo Ewelina do nas podeszła.
- Tylko dlatego? – zdziwiłam się. Wciąż zastanawiałam się nad słowami Sophie. Nie dawały mi spokoju. Jakie okropne rzeczy mógł opowiadać siostrze? Powinnam o nie spytać? Nie, lepiej nie. Phi mówiła, że tego nie pamięta.
- Nie mam pojęcia – Aria podparła głowę ręką i wlepiła spojrzenie w okno, udając że słucha wykładu po angielsku.

Do końca dnia Jayden się nie pojawił i zaczęłam się trochę niepokoić. Zbyt dobrze go znałam, głupie pomysły czasem wstrzelały się mu do głowy. Nie powinnam go nawet z oka spuszczać po ostatniej ucieczce z internatu. Swoją drogą naprawdę zrobił się dziwny.
- Więc? Może mi w końcu powiesz, czemu jesteście na mnie takie obrażone? – zaproponował Piotrek, uśmiechając się lekko. Usiedliśmy na ławeczce tuż przy dróżce łączącej budynki. Zimny wiatr dął i wzniecał do tańca masę kolorowych liści. Niebo natomiast wyglądało tak ponuro, jakby miało zamiar zaraz się popłakać.
- Chodzi o Alicję – powiedziałam prosto z mostu, nagle niezwykle zainteresowana guzikiem w kurtce.
- A co ona ma do tego wszystkiego? – spytał zdziwiony.
- To, że się z nią umawiasz. Dobrze wiesz, że jej nie lubimy.
- Umawiam się z nią? Od kiedy? – parsknął śmiechem i przejechał dłonią po krótkich włosach. Odważyłam się na niego spojrzeć, by zobaczyć czy nie kłamie.
- Czyli nie?
- Żartujesz? Jedyna osoba, z którą chciałbym się umówić, siedzi ze mną na ławce – wyszczerzył zęby, a mnie momentalnie zrobiło się gorąco. Mogłam być pewna, że w tym momencie na moich policzkach wykwitł dorodny rumieniec. Spuściłam wzrok i wbiłam go w niesamowicie fascynującego guzika.
- Ah tak – mruknęłam niewyraźnie, kątem oka obserwując, czy przypadkiem nigdzie w zasięgu wzroku nie stoi Aria.
- Tak cię denerwuje Alicja... hmm, czyżbyś była zazdrosna? – droczył się ze mną, przez co wręcz spurpurowiałam. Zabierzcie mnie od niego. Zaraz będę mienić się w kolorach tęczy!
- Tak jasne – prychnęłam tylko, obskrobując guzika z jego czarnej farby.
- Wiem, że jesteś – odparł wesoło. Nagle spoważniał i położył swoją dłoń na mojej ręce. – Nie przejmuj się Arią.
- To nie tak... – jęknęłam.
- Nie pozwól zniszczyć czegoś przez jej sentymenty.

~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~
Ale patologia.. co ja tu piszę? ;o
Nie za dużo jak dla was? ;)
Moje postacie żyją własnym życiem. Pół godziny na Jaydena wrzeszczałam, żeby NIE gadał z Eweliną. Stwierdził cwaniaczek, że z chęcią by sobie z nią pokonwersował. W ogóle się mnie nie słucha... zdrajca! :C
Indżoj!

sobota, 22 lutego 2014

Kartka 22

Bianca

- To tylko przemęczenie mamo – zapewniłam po raz tysięczny. Oczywiście musiała przyjechać ni w kitę ni w oko, a na czas, który miałam grzecznie przeleżeć w łóżku. Od razu zaalarmowana ściągnęła Jaydena z łóżka i urządziła sobie rodzinną pogadankę.
Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Jay także nie wyglądał kolorowo. Chyba jedynie Sophie cieszyła się z tego spotkania.
- Teraz przemęczenie, a później omdlenia, pogotowie, szpital i wysokie rachunki!
- O rany – mruknęłam, wywracając oczami.
- Daj jej spokój – warknął Jayden. Siedział na moim łóżku, oparty plecami o ścianę i z nieprzeniknionym wyrazem twarzy wpatrywał się w sufit.
- A ty... z tobą jeszcze pogadam! – pogroziła mu palcem.
- Już się boję – prychnął.
- Andrew mówi już mama – oznajmiła nam Sophie, wielce z siebie zadowolona. – A ja chodzę do szkoły.
- Umiesz coś po polsku? – spytałam, przyciągając małą do siebie. Zachichotała i zaczęła dukać pojedyncze słówka.
- Ale jak ktoś mówi, to zrozumiem – powiedziała.
- Zajmiesz się Sophie? Ja muszę porozmawiać trochę z Jaydenem – zaszczebiotała mama nagle przecudnie miłym głosikiem. Wymusiłam krzywy uśmiech i kiwnęłam głową.
Brat rzucił mi zirytowane spojrzenie i głośno narzekając, wyszedł razem z rodzicielką z pokoju.
- Pokażesz mi salę teatralną? – spytała szeptem Sophie, przykładając swoje małe usteczka do mojego ucha. – Proszę?
- Podobno nie mogę wychodzić z łóżka... – zaczęłam, ale widząc jej słodkie oczy, prychnęłam i wstałam. – Dobra, zrobimy wyjątek. Czuję się już lepiej.
To było jedno wielkie kłamstwo. Czułam się koszmarnie, ale przecież nie powiem tego małej dziewczynce, która liczy na atrakcje.
Ubrałam się szybko i wyszłyśmy na dwór. Dzisiejsza pogoda była dokładnym przeciwieństwem wczorajszej. Słońce świeciło wysoko na bezchmurnym niebie, a wiatr ledwo muskał liście drzew.
Spacerkiem pokonałyśmy drogę dzielącą nas od budynku. Starałam się nie myśleć o tym, że będziemy zmuszone do przejścia obok piwnicy. Mimo tego, że skupiałam swoje myśli na czym innym, z każdym krokiem coraz bardziej się bałam. Zaczęłam nawet drżeć niekontrolowanie, co przyciągnęło uwagę Sophie.
- Zimno ci? – spytała ze skruchą.
- Uhm. Ale już wchodzimy – pocieszyłam ją, otwierając jedno skrzydło drzwi. Teraz dosłownie trzęsłam się jak galaretka. Trzeba tylko minąć te przeklęte drzwi. Po prostu je minąć i problem z głowy.
- A tam co jest? – szarpnęła moją rękę Sophie. Odwróciłam lekko głowę i zauważyłam, że wpatruje się jak zahipnotyzowana w drzwi.
- Nic – powiedziałam szybko, ciągnąć małą. Ta jednak nie ustępowała i zaparła się nogami w podłogę.
- Wiem, że coś jest. Tam zawsze są fajne rzeczy! Proszę, możemy wejść? Proszę, proszę, proszę! – zaczęła patrzeć na mnie tymi swoimi dużymi oczkami, licząc na to, że zmięknę. Pokręciłam głową, za wszelką cenę unikając jej wzroku. Dobrze wiedziała, że nie potrafię jej się postawić. Gdybym była jej matką, to rozpieszczałabym ją bez umiaru.
- Nic tam nie ma. Tylko trochę zombie i parę potworków – zażartowałam, chcąc ją trochę przestraszyć. – Chodź, Phi, sala jest na górze.
Dziewczynka jednak się uparła. Wyrwała dłoń z mojego uścisku i sama ruszyła w stronę piwnicy. Nie żeby takie jej zachowanie szczególnie mnie dziwiło. To dziecko było zbyt słodkie na zwyczajne „nie”. Poza tym miała dar przekonywania i była niezwykle ciekawska. Chyba jestem w stanie ją za to przekląć.
- Wracaj tu! Tam nie wolno! – syknęłam. Za nic w świecie nie miałam ochoty na wchodzenie do piwnicy szkolnej. No błagam, to jest idiotyzm! Pchanie się potworom, które chcą cię zabić, prosto w łapy. Jednak z drugiej strony nie pozwolę na skrzywdzenie Phi. Nie mogą się na nią uwziąć!
- Mogłam pójść z Jaydenem. On by tam wszedł! – nastroszyła się mała, tupiąc nóżką w miejscu. Na górze trzasnęły drzwi od jednej z sal. Zastanawiałam się kto taki może teraz wędrować po budynku „talentów”, skoro jest poniedziałek przed obiadem i wszystkie zajęcia odbywają się w głównej szkole.
- On by tam nie wszedł – prychnęłam, chwytając małą wpół i ciągnąc ją do góry. Sophie warknęła coś pod nosem i się uspokoiła. Odwróciłam się i stanęłam oko w oko z... Alicją.
- Cześć! – przywitała się wesoło. No nie. Tylko jej mi tu było brak.
- Hej – burknęłam bez przekonania.
- Mam nadzieję, że się nie pogniewasz – powiedziała, odgarniając włosy z twarzy i uśmiechając się słodko.
- Nie pogniewam za co? – spytałam trochę zbita z tropu.
- Oj no wiesz. Za Piotrka. Mam zamiar się z nim umówić...
- Przepraszam, że co? – warknęłam, nie panując za bardzo nad emocjami.
- Chcę tylko postawić sprawę jasno. Ja i Piotrek się spotykamy, więc mam nadzieję, że nie zaczniesz się nagle wtrącać – mówiła dalej, wciąż tym przecukrzonym głosem.
- Nie mam pojęcia kim jest to twoje źródło informacji, ale się myli. Nic nie mam do Piotrka – burknęłam, ściskając trochę za mocno rączkę Sophie. Mała w ramach rekompensaty kopnęła mnie w kostkę.
- Oh. W takim razie przepraszam. Chciałam po prostu nie mieć niejasności – zaszczebiotała i poszła.
- Z nią jest coś nie tak – szepnęła Sophie, oglądając się przez ramię na drzwi do piwnicy. – Z tą szkołą też.
- No co ty nie powiesz – mruknęłam niemiło, odprowadzając dziewczynę wzrokiem.
- Mówię serio, Bianco. Za nami coś stoi.
Odwróciłam szybko głowę. Prawie dostałam palpitacji przez jej słowa. Jednak za nami była pustka. Nawet drzwi nie ruszyły się o milimetr.
- Co ty pleciesz, Phi. Nic tu nie ma.
- Jest, ale tego nie widzisz – powiedziała mała, wyciągając wolną rękę przed siebie. Mimo wszystko szybko ją odciągnęłam w tył.
- Nie bujasz mnie, co? – syknęłam, rozglądając się uważnie na boki.
- Nie. Tylko wiesz, to jest tak praktycznie cały czas przy tobie. Wtedy w pokoju też to widziałam, stało koło twojego łóżka. Tylko na dworze znikło – powiedziała Sophie cicho. Nie mam pojęcia jak zdołała zachować taki stoicki spokój. Nie wydawało mi się żeby kłamała. Sophie nie kłamie...
- Jak to wygląda?
- To jest umm... to nie ma kształtu – stwierdziła, opuszczając w końcu dłoń. – Jak się nazywasz?
Chyba zwariowałam. Albo ona zwariowała. Albo obie na raz. Wpatrywałam się w młodszą siostrę z ogromnym zdziwieniem. Ta wciąż wbijała wzrok w jeden punkt i jeśli się przyjrzałam, w jej tęczówkach odbijała się czarna plama. Czułam, że słabnę.
- Mówi, że nie ma imienia.
- TO umie mówić? – jęknęłam. – Widziałaś już takie coś wcześniej?
- Często. Jayden mi o tym opowiadał.
- Jayden ci opowiadał?
- Jak był w szpitalu.
- Byłaś za mała! Nie możesz tego pamiętać... Jak? – potarłam nerwowo ręką czoło. Nagle Sophie zaczęła płakać, a łzy obficie leciały spod jej półprzymkniętych powiek. Spojrzała na mnie ze smutkiem i jeszcze raz zerknęła na... hm, „coś”.
- Chodź na dwór. On chce ci coś zrobić! – wyjęczała. Na wpół przytomna ze zdenerwowania, wyciągnęłam czym prędzej siostrę na zewnątrz. Zajęłyśmy najbliższą ławkę, a kiedy Sophie na niej usiadła, uklękłam tuż przed nią i uważnie przyjrzałam się jej twarzyczce.
- Musisz mi powiedzieć wszystko – powiedziałam wolno. Ta tylko pokręciła głową i zagryzła wargę.
- Nie wiem więcej. TO mówiło, że go widzę dlatego, że mam nieskalane spojrzenie. Jayden opowiadał straszne rzeczy – głos Sophie się załamał. – Bardzo straszne rzeczy.
- Jakie? – naciskałam, widząc ból w jej lśniących od łez oczkach.
- On nie pamięta. A ja nie mogę – pokręciła mocno głową. – Nie mogę. Ktoś kto cię dobrze zna, chce ci zrobić krzywdę.
- Kto?
- Nie wiem! – rozłożyła bezradnie ręce. – Gdybym wiedziała, to bym ci powiedziała. Ktoś bliski.
Zmarszczyłam czoło i zaczęłam przyglądać się swoim dłoniom. Kto bliski?
Z niewiadomych przyczyn do głowy jako pierwsza wpadła mi Aria. Szybko jednak odegnałam tą myśl. Kto bliski? Nikt z rodziny, to na pewno. Piotrek? Nieee... Rany, jak się zastanowić, to otaczam się samymi osobami, którym na mnie nie zależy, albo w jakiś sposób to ukrywają, sprawiając mi tylko ból.
Westchnęłam i poklepałam małą po policzku.
- Nie martw się Phi – zmusiłam się jeszcze do uśmiechu, starając się równocześnie brzmieć wiarygodnie.

Znów na myśl nasunęła mi się Aria.

~~~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~~~
I oto on. c;
Jakieś sugestie?

niedziela, 16 lutego 2014

Kartka 20

Patrzyłam szeroko otwartymi oczami w te czerwone tęczówki. Ból z sekundy na sekundę stawał się coraz silniejszy. Mieszał mi w mózgu i pozbawiał sił. Nie byłam na tyle sprawna, by zamknąć powieki. Oddech stopniowo stawał się coraz płytszy. Gardło mi wyschło na wiór, a obraz zaczął wirować.
Umierałam?
Nagle macka cofnęła się, a potwór zaskowyczał. Czyżby także poczuł ból? Dlaczego?
Nie byłam w stanie logicznie myśleć. Samo oddychanie kosztowało mnie sporo trudu. Kusiły mnie inne realia. Kusił mnie wieczny odpoczynek. Jednak nie chciałam umierać. Nie chciałam się poddać. Nie chciałam być beznadziejnie poddańcza.
Ciągnęło mnie do walki, jednak sił tylko brakło.
Patrzyłam więc na cień, który zrobił się szarawy i z każdą chwilą coraz bardziej znikał. W czerwone tęczówki wplotły się nici zielonkawego. Gdybym była w stanie, starałabym się otrząsnąć ze zdumienia.
W czerwone tęczówki potwora wplotła się barwa moich oczu.
Jak?
Cień po chwili zniknął bez żadnego dźwięku. Jednak wraz z nim wcale nie odzyskałam sił. Poczułam się natomiast jeszcze gorzej niż poprzednio. Jakby ktoś wyrwał cząstkę mnie i z nią czym prędzej uciekł.
Mimo wszystko postanowiłam stanąć na nogi. Tak. Na postanowieniu się skończyło.
Uniosłam lekko głowę, ale nie wytrzymałam pięciu sekund. Opadła na podłogę z głośnym trzaskiem.
Westchnęłam. Mimowolnie pomyślałam, że w takim momencie przydałby się ktoś do pomocy. Oczywiście, jak na złość nikt się nie zjawił.
Em... halo? Ja tu umieram? Znaczy się, umierałam, ale jakoś mi nie wyszło.
Wypuściłam powietrze z ust z głośnym świstem i ponowiłam próbę wstania. Tym razem poszło mi nieco lepiej i po kilku chwilach stałam na nogach. Dość chwiejnie, na dodatek podpierając się ściany, ale stałam.
Weszłam mozolnie do łazienki i przywlekłam się pod prysznic. Ledwo.
Ściągnęłam koszulkę i z przerażenia aż się wywróciłam. Szklana szybka, która odgradzała mnie od reszty pomieszczenia, zadrżała pod naporem mojego ciała i chyba niewiele brakowało, a wyleciałaby z hukiem.
Gorący strumień wody spływał po moim ciele, mocząc wszystkie manatki, które miałam na sobie. Jednak nie bardzo to do mnie teraz docierało. Dotykałam lekko palcem rany, która wciąż obficie krwawiła.
Czerwona maź spływała mi aż do brzucha i skapywała wolno do brodzika.
- O kurwa – wymsknęło mi się. Podsunęłam się pod ścianę i oparłam o nią plecy. Uniosłam głowę, pozwalając by woda spływała po twarzy. – O kurwa. Kurwa nie, nie kurwa. Nie.
Znów pomacałam ranę palcem i skrzywiłam się z obrzydzenia. Nie miałam ochoty na to patrzeć. Po prostu nie.
Jednak mój koniec nie nastąpi poprzez rozerwanie na strzępy. A szkoda.
Tymczasem zgniję pod prysznicem, wykrwawię się i te inne duperele. Przynajmniej Aria będzie miała Piotrka na wyłączność. Co za bzdety! I myślę o tym w chwili, w której umieram?!
Pufnęłam ze złości, krztusząc się wodą. Nie miałam jednak zamiaru wychodzić. Nie chciałam umierać, jednak brakło mi sił by najzwyczajniej w świecie wstać i pójść do pielęgniarki.

Nie mam pojęcia ile tak siedziałam. Woda raz po raz zmieniała swoją temperaturę. Nie miałam jednak siły odsunąć się od strumienia.
Raz mnie grzało, raz chłodziło. Jednak największe piekło rozgrywało się w moim ciele, które próbowało odzyskać dawny rezon.
Siedziałabym tam pewnie niewiadomo ile czasu, gdyby nie Aria. Wparowała do pokoju i dłuższą chwilę pokręciła się po nim. Po czym przystanęła przy drzwiach łazienki i delikatnie zapukała.
- Bianca? – rzuciła, wchodząc do środka. Tuż za nią wparowała jeszcze jedna osoba, rozglądając się dookoła z uwagą. – Rany, nic ci nie jest? Ej!
Próbowałam coś powiedzieć, mrugnąć. Jednak wystarczało mi wewnętrznej walki jedynie na oddychanie i zachowanie świadomości.
Czułam jak czyjeś silne dłonie unoszą mnie w górę, a otoczenie się zmienia.
- Chyba nie chcesz jej tak wynieść? – syknęła Aria, wyłączając prysznic.
- Czemu nie?
- Ślepy jesteś? Bez koszulki będziesz ją pół budynku targał? Jeszcze adoratorów pozbiera, niekoniecznie za swój charakter – usłyszałam gniewne prychnięcie i ktoś posadził mnie na łóżku. Mimowolnie zgadzałam się z przyjaciółką. Po co mieliby ludzie oglądać tą okropną ranę?
Opadłam bezwładnie na poduszki, unosząc na chwilę powieki. Przeraziłam się nie na żarty, kiedy ujrzałam jedynie rozmazane plamy dookoła.
- Daj mi tą bluzkę – odezwał się Piotrek. Nie miałam wątpliwości, zdecydowanie nie był to głos Jaydena.
- Tępy jesteś, czy jak? W ogóle co to za gapienie się na jej biust? Wara mi z pokoju!
- Tak? Sama ją poniesiesz?
- Wydaje mi się dziwna... weź zawołaj tutaj tą pielęgniarkę – burknęła Aria, nachylając się nade mną. Wyglądała w tym momencie jak wielka, różowa plama. – Źle się czujesz? Co się stało?
- Może jednak ja z nią zostanę?
- Nie gadaj tyle, tylko idź! – warknęła.
Po chwili trzasnęły drzwi, a kroki Piotrka oddaliły się. Aria przetarła mi czymś twarz i poklepała po policzku.
- Nie strasz mnie tak. W ogóle nie mrugasz. To przerażające... – szepnęła wkładając moje ręce w rękawy koszulki. – Bians, mrugnij jeśli mnie słyszysz.
Po dłuższej chwili zamknęłam i na nowo uniosłam w górę powieki. Aria odetchnęła z ulgą i naciągnęła mi ubranie na głowę.
- Co się dzieje?
Nie odpowiedziałam jej, bo zwyczajnie nie miałam na to siły. Westchnęłam tylko i przesunęłam rękę w stronę klatki piersiowej. Chciałam jej powiedzieć, że boli, a szorstki materiał tylko drażni ranę. Nie powinna mnie teraz ubierać, tylko opatrywać. Co jej strzeliło do głowy? Chce, żebym się wykrwawiła?
- Nie wierć się. Zaraz coś poradzimy.

~***~

Jayden

- Chodź – wyciągnęła do mnie rękę. Siedziałem jeszcze chwilę, wpatrując się w nią tępo. – Chcę ci pomóc.
- Trochę mnie przerażasz – sarknąłem, kręcąc lekko głową. Pomóc? Sam sobie genialnie radzę, nie potrzebuję niczyjej łaski!
- Wstawaj Jay – powiedziała głosem nie znoszącym sprzeciwu.
Podniosłem się z ziemi, głośno wyrażając swoje niezadowolenie. Mimo wszystko ruszyłem za nią. Skierowała się w stronę budynku, gdzie odbywały się zajęcia z talentów.
Mając w pamięci spanikowaną Biancę opowiadającą o rzekomych potworach w piwnicy, ominąłem zejście w dół szerokim łukiem. Coś niezaprzeczalnie mnie tam ciągnęło. Dziwna aura biła od tego miejsca, przyciągając mnie niemalże magnetycznie.
Przystanąłem na chwilę, nie zwracając uwagi na zdziwione spojrzenie Bezimiennej.
Szukasz nas, Jay?
Chcesz do nas dołączyć?
Zejdź na dół.
Wszystko rozpoznasz, wszystko się przypomni.
Chcesz znać tajemnicę, Jay?
Chodź, wszystko ci opowiem.
Patrzyłem jak zaczarowany, na drzwi od piwnicy. Klamka odskoczyła i przejście zaczęło się powiększać. Czy to magia?
Chodź do mnie.
- Zamknij się – warknąłem. Serce przyspieszyło mi tempa i teraz wybijało jakiś szalony rytm. Na całym korytarzu zamrugało światło, jakby miało zaraz zgasnąć. Bezimienna zaniepokojona podeszła do mnie i szturchnęła w ramię.
W tym momencie światło zgasło.
Ulewa na dworze się nasiliła. Wiatr dął nieprzerwanie, a krople uderzały szaleńczo w szyby. Skrzypnęła podłoga i gdzieś na górze zamknęły się drzwi.
Tymczasem z piwnicy zaczął się sączyć zielonkawy blask. Szum głosów nasilił się, a ja patrzyłem na to wszystko, jakby to był film.
- Chodź stąd – usłyszałem szept Bezimiennej tuż przy moim uchu. Tak właściwie powinienem nazywać ją Eweliną, ale nieszczególnie mi to odpowiadało.
- To nie pierwszy raz – syknąłem. – Zawsze jak przechodzę się uaktywnia. Wszystko się wzmaga. One mnie czują. Czują moją słabość.
- Chodź stąd, błagam – jęknęła. Tam na dole skrzypnęła podłoga, a światło się nasiliło.
- Ale nigdy tak bardzo.
- Mam złe przeczucia – szepnęła, ciągnąc mnie za rękę. – Chodź!
- Też je mam – rozglądnąłem się wkoło.
Nie słuchaj jej, Jay!
Ona chce cię zniszczyć.
Chce cię zmylić.
Chce przejąć nad tobą władzę.
Idź tam. Wszystko zrozumiesz.
- Panie Easay – wszystko automatycznie znikło. Głosy nadal szeptały, ale nauczyłem się je chociaż trochę ignorować. Światło w piwnicy zgasło, a drzwi powróciły na swoje dawne miejsce. Odwróciłem głowę w stronę stojącej przy wejściu psycholożki. – Chodzi o pana siostrę.
- O Biancę?
- Jest u niej pielęgniarka. Wzywają mnie pilnie. Pomyślałam, że chce się pan dowiedzieć co z pana siostrą.
Zerknąłem na Bezimienną. Patrzyła na mnie dużymi oczami, wpatrując się raz po raz w drzwi od piwnicy.
- Musimy porozmawiać – rzuciłem. – Później.
Skinęła głową i uśmiechnęła się na pocieszenie.

Jak zahipnotyzowany ruszyłem do internatu. Byłem głuchy na wszystko, ślepy na większość i nieczuły na deszcz, który spływał po moich plecach. Miałem mętlik w głowie, a w uszach szumiało mi i to bynajmniej nie od kapryśnej pogody.
Do pokoju wpadłem niemal biegiem. Psycholog ledwo za mną nadążała. Burczała coś pod nosem i mokra jak kura składała nieprzydatny parasol.
Ledwo zerknąłem na Arię i Piotrka, siedzących na łóżku, a już przerzuciłem wzrok na pielęgniarkę. Stała bezradnie przy Biance i wwiercała spojrzenie w panią psycholog.
- Teoretycznie zdrowa. Tylko, że nie ma na nic sił i ledwo oddycha – powiedziała. – Może padaczka...
Bianca wydawała się nie zdawać sprawy z mojej obecności. Podszedłem bliżej i lekko potrząsnąłem jej ramieniem. Nawet nie zareagowała. Dalej leżała na plecach z pół przymkniętymi oczami. Jej klatka piersiowa unosiła się minimalnie w górę i opadała maksymalnie w dół.
Chcesz ją ocalić?
Chwyciłem jej zimną dłoń i otuliłem swoimi obiema.
- Wie pani co jej może być? – spytał Piotrek. Psycholożka podeszła bliżej i nachyliła się nad nieprzytomną dziewczyną. Uniosła jej powieki i potrząsnęła ramieniem. Patrzyłem na nią jak na coś zupełnie odległego, coś nierealnego.
Zagryzłem wargi i wbiłem spojrzenie w siostrę. Bianca powoli przesunęła głowę w moją stronę i uniosła powieki. Nie przerywając kontaktu wzrokowego, skupiłem się najmocniej jak tylko potrafiłem i nie bardzo wiedząc co robię, ścisnąłem mocno jej dłoń.
Czułem jak uchodzi ze mnie energia. Jak staję się coraz słabszy, coraz bardziej podatny na otoczenie. Jednocześnie widziałem jak jej twarz nabiera kolorów. Czułem jak jej skóra przestaje być tak cholernie zimna.
Ja traciłem, ona zyskiwała. Tylko jakim cudem?

Nieważne jak, byleby skutecznie.


~~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~

20 to taka ładna, okrągła liczba c;
A sam rozdział taki dziwny...
Ci bardziej domyślni mogą zacząć podejrzewać, co knuję.
Do tych domyślnych: nie podejrzewajcie, ja jeszcze trochę tu namieszam :D
Czytasz = skomentuj *taka tam fajna zasada ><*

wtorek, 11 lutego 2014

Kartka 19

Ps. Edytowałam playlistę. Słucham tych utworów jak piszę i naprawdę polecam!

Bianca

Siedziałam na swoim łóżku, usilnie przeszukując internet. Starałam się znaleźć jakieś informacje, cokolwiek na temat Cieni. Same bujdy. Jakieś bajeczki, opowiadania, żadnych konkretów. Znalazłam jedynie to, co Piotrek mi kiedyś pokazał. Tamten dzień wydawał się tak odległy, że aż zupełnie nieprawdopodobny.
Jednak nawet i to wydawało mi się jakieś nieprawdziwe. Nie potrafiłam tego wytłumaczyć, po prostu było złe...
Westchnęłam i odgarnęłam włosy za ucho. Poderwałam jednak głowę, kiedy skrzypnęła podłoga. Przeszukałam wzrokiem cały pokój, a nie znajdując niczego niepokojącego, zagryzłam wargę.
Odłożyłam ostrożnie laptopa na łóżko i podkuliłam nogi. Wolałam, żeby nie znajdowały się jak na wyciągnięcie ręki dla docelowych potworów. Obrzuciłam każdy kąt nerwowym spojrzeniem i zacisnęłam ręce w pięści.
- Aria? – syknęłam, kiedy po raz kolejny rozległo się skrzypnięcie, a mnie wydało się, że słyszę czyjeś kroki. Włoski na karku zjeżyły mi się, kiedy podmuch wiatru wydął firankę. Zrobiło się zimno. Chłód otulał każdą część mojego ciała. Patrzyłam raz w jeden, raz w drugi kąt pokoju. Wydawało mi się, że bicie mojego serca słychać w całym internacie.
Było tak nienaturalnie cicho, a każdy odgłos toczył się echem. Jakby nie istniało nic, poza tymi czterema ścianami, w których tkwiłam.
Trzask dobiegający z łazienki poderwał mnie do pionu. Zimny pot momentalnie oblał mnie całą, a dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa. Zacisnęłam jeszcze bardziej ręce, wbijając paznokcie w wewnętrzną część dłoni.
Starałam się uspokoić, wmawiając sobie, że to tylko wyobraźnia. To wszystko nie powinno się wydarzyć. Przykucnęłam znów na łóżku i już miałam wrócić do pracy, gdy światło w łazience się zapaliło.
Patrzyłam otępiała na sączący się przez szybkę żółtawy blask. Otworzyłam usta i po chwili je zamknęłam. Wiatr trzasnął okiennicą, wywołując u mnie ciarki. Zawył przeraźliwie, a budynek zatrzeszczał pod jego naporem.
Nie byłam w stanie wykonać jakiegokolwiek ruchu, zbyt sparaliżowana strachem.
- Ario, jeśli to ty, to przestaje być to zabawne – szepnęłam. W tym momencie w łazience ktoś uruchomił prysznic. Słyszałam jak krople wody uderzają o brodzik i rozpryskują się wkoło. Charakterystyczne syczenie wody i jakieś bulgoczące dźwięki z kanalizacji doprowadziły mnie do skraju wytrzymałości.
Z sercem na ramieniu postawiłam nogi na dywanie. W tym momencie coś pod łóżkiem zachrobotało i warknęło gardłowo. Pospiesznie poderwałam nogi do góry i znów skuliłam się w rogu łóżka, oparta o ścianę.
Do szumu wody dołączyło miarowe sapanie pode mną. Czułam, jak moje ciało napręża się ze zdenerwowania. Wydawało mi się, że jestem świadoma każdej komórki mojego ciała, która drży z niepokoju. Adrenalina uderzyła mi do mózgu. Byłam tak nierealna, zarazem doskonale zdając sobie sprawę z mojego położenia.
Przegryzłam ze zdenerwowania język, kiedy skrzypnęły drzwi łazienki. Zaczęły pomału się otwierać, przy akompaniamencie głośnych trzasków.
Sapanie pod łóżkiem gwałtownie się nasiliło, a ja miałam wrażenie, że odpływam. Stwór pode mną powoli się przemieszczał do wyjścia.
Odwróciłam wzrok w stronę łazienki. W smudze światła, która wpadała do pokoju ziała czarna dziura. Dosłownie. Ciemna plama pochłaniała światło i wszystko, co powinno znajdować się za nią. Na dodatek się poruszała. Drżała lekko, rozmazując przy tym swoje kontury.
Patrzyłam na to przez chwilę, a kiedy zbliżyła się o krok, zaczęłam się drzeć. Mimo tego, że na początku krzyk wcale nie chciał przejść przez moje gardło, po chwili wydałam jakiś cienki odgłos.
W tym momencie nastąpiło parę rzeczy naraz. Spod łóżka wystrzeliła kolejna ciemna smuga i zatkała mi usta. Druga chwyciła mnie za rękę, a trzecia za nogę. Ta dziwna siła zaczęła mnie do siebie przyciągać. Pomału zsuwałam się z łóżka, dążąc do upadku z niego.
Serce wygrywało mi marsz pogrzebowy, a w mózgu szumiało od nadmiaru wydarzeń. Nim się obejrzałam, już znajdowałam się na podłodze. Patrzyłam szeroko otwartymi oczami w ciemność pod łóżkiem, która ciągnęła mnie do siebie. Wtem z mroku wyłoniły się czerwone tęczówki i łypnęły na mnie radośnie.
Zacisnęłam powieki, modląc się o szybki koniec. Nie nastąpił on jednak, więc zdziwiona otworzyłam jedno oko.
Ból, który poczułam, był zbliżony do rozszarpywania klatki piersiowej nożem. Nie mogłam wrzasnąć, skutecznie kneblowana przez cień. Nie mogłam się ruszyć. Zastygłam w bezruchu z przerażenia i bólu, który targnął całym moim ciałem.
Zerknęłam w dół, na tyle mogłam się jeszcze zdobyć. Zobaczyłam kolejną mackę cienia, która tym razem mierzyła w moje serce. Wydawało mi się, że na jej końcu znajdują się szpony, które pomału wtapiały się w moją skórę.
Widziałam krew, która przesiąka przez bluzkę i wolno skapuje na podłogę.
Słyszałam szum wody i skrzypienie podłogi.
Czułam przerażający ból i marzyłam o końcu.
Zamknęłam oczy i czekałam.

~***~

Jayden

Poczułem coś na kształt radości. Coś jak błogie uniesienie, które oblało falą całe moje ciało. Zamknąłem oczy i rozkoszowałem się przez moment tą dziwną władzą.
Wróciłem jednak na ziemię, kiedy kropla wody spłynęła po mojej twarzy. Spojrzałem z niezadowoleniem na ciemne niebo i zgromiłem je spojrzeniem za deszcz, który na mnie zsyłał.
Siedziałem właśnie pod jednym z drzew na terenie ośrodka szkolnego i opierając się o jego korzeń, wpatrywałem się w trawę. Ani mi się widzi stąd ruszać! Niech ten deszcz spieprza. Nie będzie się mną jakaś tam natura rządzić.
Nadal siedziałem uparcie na ziemi, pomimo ciężkich kropli. Nie wiem ile czasu minęło. Układałem sobie wszystko w głowie, bojąc się końcowego efektu. Jednak im dłużej segregowałem chronologicznie wspomnienia, tym bardziej wydawało mi się, że mam cholerną rację. Ten jeden pierdolony raz chciałbym, żeby było inaczej.
Nie miałem całkowitej pewności, wciąż brakowało mi trzech lat z życia w szpitalu. Za nic nie mogłem ich sobie przypomnieć. Za każdym razem, gdy pojawiał mi się w głowie jakiś ich przebłysk, zaraz szybko znikał.
Czy to ja? Czy to byłem ja? Czy to ja tak działam?
Zmarszczyłem brwi i przesunąłem ręką po mokrej trawie.
A może to jednak ja?
- Chory będziesz – wybudził mnie z transu dziewczęcy głos. Powoli przeniosłem spojrzenie na stojącą obok mnie Bezimienną, opatuloną w kurtkę przeciwdeszczową, po której spływały krople wody.
- Na mózg już jestem – skwitowałem tylko i dalej uparcie zajmowałem swoje miejsce. Dziewczyna po chwili wahania usiadła obok. – Przeziębisz się.
- Ee tam – machnęła ręką i uśmiechnęła się lekko. Z przykrością zauważyłem ledwo widocznego siniaka na policzku po moim uderzeniu. Ukrywała go pod masą dziewczęcych kosmetyków, których nazw nigdy nie zdołałem spamiętać. Widząc mój wzrok, odwróciła szybko twarz i skryła ją pod kurtyną mokrych włosów. Nadal jednak zacięcie wpatrywałem się w tamto miejsce, a moje myśli przybrały raptowny obrót.
Chciałem jej coś powiedzieć, ale nagle zdałem sobie sprawę z bardzo banalnej rzeczy. Nawet nie znałem jej imienia, chociaż z pewnością wiedziałem o niej więcej niż większość osób. To dziwne uczucie. Wiedzieć, że ktoś zna cię bardziej niż ktokolwiek inny, a ty tymczasem także wiesz o nim niemało... ciekawe.
- To jak ci na imię? – spytałem. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, myśląc, że żartuję. Uśmiechnąłem się wesoło, widząc jej zdezorientowanie.

- Ewelina...

~~~~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~~~

Coś nie mam przekonania do tego rozdziału... ;/
Wydaje mi się taki jakiś dziwny.. na dodatek wcale mi się nie podoba.
No ale mówi się trudno.
Innndżoj evribadi *dobry ingliszing, to trzeba się popisać \o/*

środa, 5 lutego 2014

Kartka 17

Znów znajdowałam się w tym przeklętym drzewie.
Tym razem jednak nie czułam się tak zagubiona. Rysowałam patykiem na ziemi mapę. Skąd ją znałam?
Połączyłam ze sobą ostatnie kreski i przyjrzałam się uważnie swojemu dziełu. Nie nadawało się może na wystawę sztuk pięknych, ale do połapania się w tym wszystkim wystarczało.
Jeśli więc narysowana mapa była właściwa, to stałam naprzeciwko wejścia z dziwnym stworem. Sądzę, że był to zgubny korytarz. Gdyby nie interwencja z zewnątrz, z pewnością już bym leżała w skrawkach w tunelu.
Po lewej od tego korytarza naskrobałam, że jest właściwy. Tak sądzę, w każdym razie. Po prawej natomiast według mnie był chlubny. Czymkolwiek ta chluba była, niekoniecznie jej pragnęłam, więc wolałam do niego nie wchodzić. Za mną natomiast był ten konieczny, należący do kogo innego. Tego też nie rozumiałam, ale nie bardzo miałam ochotę tam zawitać.
Pozostało mi jedynie wierzyć, że mapa jest narysowana właściwie. Oznaczałam korytarze zgodnie z kolejnością ich wywoływania w zagadce. Nie mam pojęcia, skąd ten pomysł znalazł się w mojej głowie, ale nie narzekałam.
- Cztery kierunki, w tym cztery światy. Gdzie jeden właściwy, jeden twą zgubą, jeden chlubą, choć niekoniecznie pragnieniem. Ostatni koniecznością, choć kogo innego własnością. I jedna szansa na potępienie, lub od zmor uwolnienie. Decyzja do ciebie należy – gdzie twoje ciało wieczność przeleży – wyrecytowałam, chociaż jeszcze nie dawno niewiele z tego pamiętałam.
Wstałam, zmazałam mapę i okręciłam się dookoła własnej osi. Mój wzrok padł na przypadkowy korytarz. To miało być wolą nie moją, a szczęśliwego trafu. Tak właśnie czułam.
Zamknęłam oczy i wpełzłam w korytarz, który od razu otulił mnie ciemnością. Czołgałam się przed siebie, biorąc płytkie oddechy i niepewnie rozglądałam się na boki. Nic się nie działo. Coraz bardziej zaniepokojona brnęłam na przód.

- Ej, Bianca. Bianca! Obudź się – ktoś szarpał za moje ramię. Jak? Przecież byłam w tunelu... – Wstawaj, nie świruj! Cholera, weź ją obudź, bo zaraz się wkurzę.
- Ej Bians, poranny prysznic nie zaszkodzi, co? – chwilę później ktoś chlusnął mnie wodą. Krztusząc się i plując poderwałam się do pozycji siedzącej i rozglądnęłam wkoło. Może jednak nie byłam w tunelu...
- No cześć – wyszczerzyła zęby Aria. Trzymała w ręce szklankę i wyglądała na niewyobrażalnie szczęśliwą.
- Nie można było inaczej? – warknęłam, przecierając dłońmi oczy.
- Inaczej, to byśmy cię budzili pół roku. Tak poszło szybciej – odparła i postawiła naczynie na stoliku.
- Jeszcze się odwdzięczę – dopiero po chwili zauważyłam obecność Piotrka w pokoju. Siedział na krześle i wpatrywał się we mnie z lekkim uśmiechem. Lekko zażenowana samą jego obecnością, podciągnęłam kołdrę aż po szyję.
- Cześć – przywitał się na co odpowiedziałam lekkim skinieniem głowy. Błagam, niech już stąd wyjdzie!
- Wiadomo coś o Jaydenie? – spytałam.
- Wiadomo – Aria oparła się plecami o ścianę i machnęła głową w stronę jeszcze jednej osoby znajdującej się w pokoju. Przerzuciłam na nią wzrok i skupiwszy się, próbowałam dobrać imię do postaci.
- A kto to? – mruknęłam głupio, przyglądając się dziewczynie.
- Jestem Ewelina – odpowiedziała mi nieznajoma. – Znalazłam Jaydena.
- Znalazłaś? – zdziwiłam się. Dziwnie to bardzo zabrzmiało. Jakby mówiła o jakiejś rzeczy, a nie o człowieku.
- W sumie to on mnie znalazł. Wczoraj po południu.
- I gdzie jest?
- Aktualnie w swoim pokoju. Przygotowuje się mentalnie na opieprz od ciebie – zachichotała Aria, bawiąc się szczotką do włosów.
- A tak właściwie, to czemu cię szukał? – spytałam Ewelinę.
- Pomyślał, że mu pomogę. Powinnaś z nim pogadać.
- Odprowadzę cię – zaofiarował się Piotrek i wstał. Ja też już miałam to zrobić, ale przypomniałam sobie ze złością, że sypiam w bieliźnie.
- No... uhm. To poczekaj na korytarzu – mruknęłam. Uśmiechnął się bezczelnie i wyszedł za drzwi, a wraz z nim Ewelina. Aria po chwili wybiegła za nią, krzycząc coś o zeszycie z biologii.
Wygramoliłam się z łóżka i jak zombie podeszłam do szafy. Nie było czasu na rozważanie w co się wcisnąć, musiałam szybko dotrzeć do Jaydena, a jeszcze szybciej pozbyć się towarzystwa Piotrka. Ta sprawa była tak niewygodna, że nawet nie chciałam wybierać. Wolałam to wszystko odwlec jak najdalej.
- No to chodźmy – zarządziłam, wychodząc z pokoju. Piotrek opierał się o ścianę i przyglądał mi się uważnie. Po jego twarzy błąkał się lekki uśmiech, który bardzo mnie cieszył, a jednocześnie chciałam, aby nigdy się nie pojawił.
Internat ział pustką. W soboty większość wynosiła się z tego miejsca i uciekała jak najdalej, by poczuć smak wolności. Albo też gniła w salach na lekcjach dodatkowych, modląc się o szybką ucieczkę.
Miałam więc sporo czasu podczas wędrówki, by powiedzieć Piotrkowi wprost, że ten pocałunek nic nie znaczył. Jednak nie odważyłam się skłamać, w obawie, że nie dam rady. Już teraz ciężko mi było spojrzeć mu w oczy. Zachowywałam się jak dziecko. Jak głupie, małe dziecko! Trudno.
Piotrek jednak nie poruszył tego tematu, za co w duchu bardzo mu dziękowałam, a zarazem przeklinałam. Cholerna Aria! To wszystko przez nią.
- Nie krzycz za bardzo na niego – uprzedził mnie, kiedy zatrzymaliśmy się przed drzwiami pokoju. Po raz pierwszy od kiedy wyszliśmy na korytarz, zerknęłam na niego. Uśmiechał się wesoło, a widząc mój wzrok, odgarnął za ucho kosmyk zdradzieckich włosów, który mi opadł na twarz. Skrzywiłam się na kształt uśmiechu i wpadłam do pomieszczenia.
Ja przez nich szybciej zwariuję, niż przez te cienie!
- Cześć – usłyszałam. Zamknęłam z hukiem drzwi i odwróciłam głowę w stronę siedzącego na łóżku Jaydena. Patrzył na mnie wyczekująco, niemalże wwiercając we mnie oczy.
- Ty! – warknęłam. Chyba nawet się ucieszył, bo kąciki jego ust uniosły się lekko do góry.
- Ja...
- Dlaczego...
- Dla spokoju.
- Jak mogłeś?
- Najwyraźniej normalnie...
- Jesteś debilem! Imbecylem!
- Idiotą, chujem, ciotą – podpowiedział, uśmiechając się coraz szerzej.
- ... pajacem, bałwanem, kretynem...
- Wysil się. To już przerabialiśmy – zadrwił.
- Powiem wszystko mamie! – warknęłam zezłoszczona. Jayden uniósł ręce do góry i zaczął gwałtownie kręcić głową.
- Tylko nie mamie! – udał przerażenie.
- Mamie i Sophie – oparłam ręce na biodrach i starałam się wyglądać groźnie.
- Sophie mnie pobije – skrzywił się i wstał. – Nie powiedziałaś im wcześniej?
- To, że odpierdzielasz takie coś, to nie znaczy, że będę latać i krakać mamie o każdym twoim występku. Jednak albo opowiesz mi dosłownie wszystko, albo będziesz musiał wysłuchiwać kazań mamy. Twój wybór – podeszłam i dźgnęłam go palcem w pierś.
- Jesteś głupia.

- A ty głupszy – prychnęłam zakładając ręce na piersi. – Więc? Opowiadaj.


~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~

A to już trzy miesiące ;o
Nie martwcie się, po skończeniu tej historii nie zamierzam odejść z blogosfery.
Haha, nikt by nie tęsknił <3
Mam parę*naście* pomysłów na kolejne opowiadania c;
Indżoj!

sobota, 1 lutego 2014

Kartka 16

Piotrek w końcu wygonił nas do pokoju i powiedział, że jeśli będą jakieś wieści w sprawie Jaydena, to da nam znać. Głupio mi było teraz w towarzystwie obojga, przez co tym bardziej brakowało mi brata.
Chciałam nawet zadzwonić do mamy, ale postanowiłam poczekać z tym do rana. Już to widziałam. Zaaferowana przyjeżdża do internatu, robi wielki raban, a Jayden pojawia się bo spał... u kogoś innego, tak. Nie... nie Jay.
- To jest nieuczciwe z twojej strony – burknęła Aria, kiedy dotarłyśmy do pokoju. Władowałam się pod kołdrę i zacisnęłam mocno powieki.
- Niby co?
- Obściskiwanie się z Piotrkiem, kiedy brat ci zwiał. Nie sądzisz, że powinnaś się chociaż trochę tym przejąć?
- Przejęłam się – warknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Właśnie widać. A ten pocałunek to tak na stres?
- Cholera. Nie wiem o co ci chodzi. Po prostu tak wyszło. To twój brat, nie sądzisz, że trochę przesadzasz?
- Nie przesadzam! To ty się do niego kleisz!
- Jesteś zazdrosna? – tak właściwie to nie było to pytanie. Po prostu mnie olśniło i uderzyło z całej siły w twarz. Głupia Bianca! Jak można tego nie dostrzec!
- Nie jestem – warknęła. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na nią wymownie.
- Więc nie masz powodów by się na mnie gniewać. Czemu mi nigdy o niczym nie mówicie? Czemu wszyscy macie takie cholerne tajemnice! Ja mówię wam wszystko!
- Wszystko? – fuknęła. – Więc powiedz mi, co czujesz do Piotrka.
- Przyjaźń – wydukałam, kompletnie zaskoczona. Jeśli powiedziałabym prawdę, jak nic straciłabym przyjaciółkę. O ile Aria jeszcze nadawała się do tego miana. – A ty?
Patrzyła na mnie dłuższą chwilę, po czym opadła na poduszki i wlepiła wzrok w sufit.
- Coś więcej – mruknęła. – Tylko, że nie jak do brata.
Milczałyśmy obie przez dłuższą chwilę.
- Opowiesz mi? – spytałam w końcu, nie patrząc na nią. Nie odzywała się, więc uznałam to za odpowiedź. Zamknęłam oczy i już powoli zaczęłam pogrążać się we śnie, kiedy:
- Mieliśmy dziesięć lat i zabujaliśmy się w sobie na zabój. Wiesz, taka szczenięca „wielka miłość” – powiedziała. Gdzieś w sercu poczułam ukłucie zazdrości, ale milczałam. – Zmuszaliśmy rodziców do spotkań i tak mijały spokojnie cztery lata. Tylko, że zaczęło między nami się coś psuć. Wydorośleliśmy z tego. Teoretycznie. No i zerwaliśmy. Tylko, że nasi rodzice pogrążyli się we własnym zatraceniu i... staliśmy się przyszywanym rodzeństwem. To chore, co nie?
- Trochę – mruknęłam, odbiegając myślami do Jaydena.
- On już nic do mnie nie czuje. Wiesz, wydaje mi się, że coś do ciebie ma – burknęła niechętnie. Mimo wszystko poczułam gwałtowne uniesienie. – Jeśli ty chcesz z nim być...
- Chcesz nam dać błogosławieństwo? Ej, bez przesady, nie zależy mi na nim w ten sposób – skłamałam, śmiejąc się nerwowo. Kątem oka zauważyłam, że Aria z ulgą wypuszcza powietrze i uśmiecha się lekko.
No to się wkopałam. Co wybrać? Lojalność wobec Arii, czy własnych uczuć?
Nie chcę nikogo ranić. Mnie i tak czeka śmierć.
- Przynajmniej się dowiedziałam – powiedziałam powoli. – Nie musiałaś tego przede mną ukrywać.
- Myślałam, że też coś do niego czujesz – odparła. No i dobrze myślałaś. – A ten pocałunek?
- Daj spokój. Jak jestem zdenerwowana to działam bez mózgu – zachichotałam, chociaż wcale mi do żartów nie było.
- Próbowałaś dzwonić do Jaya?
- Zostawił telefon w pokoju – znów między dialog wkradła się względna cisza. Patrzyłam tępo w przeciwległą ścianę i w myślach szukałam odpowiedzi, gdzie znajduje się Jayden. Wszystko to przypominało mi jakąś cholerną telenowelę, a zachowanie Jaydena zdecydowanie podchodziło pod jego dziecięce zatarcia umysłowe.
- Idę spać. Rano go poszukamy, okej?
- Jasne – mruknęłam. Jednak przez całą noc nie zmrużyłam nawet oka. Kiedy upewniłam się, że Aria śpi, łzy strumieniami zaczęły wypływać z moich oczu. Płakałam bezgłośnie i gdyby ktoś się spytał, to powiedziałabym, że przez wszystko.
Tak po prostu.
Bo życie nie jest fair.

~***~

Jayden

Mężczyzna zahamował z piskiem opon i zjechał na pobocze.
- Zwariowałeś?! – wydarł się. – Nic ci nie jest? Czemu leżysz na drodze?
Poderwałem się szybko do pionu i posłałem mu wściekłe spojrzenie. Czemu mnie ominął?!
Bez słowa wkroczyłem między drzewa, słysząc jak facet wrzeszczy coś za mną. Nie obchodziło mnie to za bardzo. Nic mnie nie obchodziło.
Brnąłem przez chaszcze, byleby dalej. Nie do końca wiedziałem, gdzie się znajduję, a ciemność, która mnie spowijała była wręcz przerażająca. Głosy na chwilę zamilkły, schodząc na drugi plan. Czułem się obserwowany. Jakby każde mijane drzewo wlepiało we mnie oczy i uważnie śledziło każdy ruch. Jakby spiskowały przeciwko mnie i milcząc, zawierały pakt.
Do południa błąkałem się raz w jedną stronę, raz w drugą. Zupełnie nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Nawet śmierć mi nie wychodziła. Czy do czegoś jeszcze się nadawałem?
Zająłem miejsce niedaleko szkoły tak, żeby mieć dobry widok na wychodzących z niej uczniów i czekałem. Nie na Biancę, ona i tak nie ruszała się poza granice w dni powszednie.

Czekałem na kogoś innego.


~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~

Długi to ten rozdział nie jest...
Szczerze przyznam, że miałam ogromną ochotę zabić Jaydena :c
Jednak popsułoby mi to szyki i końcówkę, która nieuchronnie się do nas zbliża ;x
Na kogo czekał Jay? ;>
Ps. nie za często te rozdziały? ;-;
Ps2. kto czytał od początku, to właśnie przebrnął przez 55 stron w wordzie :o

piątek, 24 stycznia 2014

Kartka 14

- Okej. Powiedz to jeszcze raz.
Westchnęłam i przetarłam oczy dłonią. Miałam już tego dość. Nieważne, czy mnie rozszarpią, czy nie. Dajcie mi spać!
- Jeden właściwy, jeden twą zgubą, jeden chlubą, choć nie czymś tam. Ostatni koniecznością choć kogo innego własnością. Blabla, nie pamiętam. Decyzja do ciebie należy, gdzie ciało wieczność przeleży – wymamrotałam, zamykając oczy.
Siedzieliśmy całą czwórką w naszym pokoju. Moje łóżko zajął Jayden i rozłożywszy się na nim wygodnie wyglądał na pogrążonego we śnie. Musiałam zająć miejsce przy stole. Oparłam brodę o dłoń i przyznam – od czasu do czasu udawało mi się zapaść w mini drzemkę. Jednak Piotrek wszystko niszczył. Kazał mi słuchać swojego wywodu. Okej, rozumiem, chce mi pomóc, ale na miłość Boską, jest już po piątej nad ranem!
- Który wybrałaś?
- Z takim stworzeniem w środku – jęknęłam.
- Czyli?
- Skąd mam wiedzieć?! Myślisz, że były tam drogowskazy?
- A tak na czuja?
- Nie wiem. Ten futrzak przyjazny raczej nie był.
- Nie rozumiem nic z tego – wtrąciła się Aria.
- Bo ty nigdy nic nie rozumiesz – parsknął chłopak.
- Zajmij się lepiej swoim mózgiem.
- Eh, tyle miłości w powietrzu – mruknął sennie Jayden, uśmiechając się lekko. Wyrwana z kolejnej drzemki rozejrzałam się wkoło, natrafiając na niezadowoloną minę Arii. Piotrek nagle przygasł i zaczął przyglądać się swoim dłonią.
- Późno już – oznajmił i wstał. Skinął nam i wyszedł. Zdziwiłam się jeszcze bardziej. Mało brakowało, a otworzyłabym buzię. Wymieniłam zdumione spojrzenia z bratem, który rzucił nam niemrawe „dobranoc” i ruszył w ślad za współlokatorem.
- O co chodzi? – spytałam niepewnie.
- Idź spać, Bianco – mruknęła Aria, wsuwając się pod kołdrę. Posłała mi błagalne spojrzenie i odwróciła się twarzą do ściany. – I zgaś światło.
Posłusznie podreptałam do drzwi i pstryknęłam kontakt. Serce zabiło mi mocniej, kiedy wkoło zapadła ciemność. Szybko wyciągnęłam telefon i posłużyłam się nim jako latarką. Chociaż rzucał światło a’la Paranormal Activity. Dotarłam szybko do łóżka i ukryłam się pod ciepłą kołdrą. Wsunęłam głowę do środka i obiecałam sobie, że wyjrzę dopiero, kiedy zrobi się jasno.
- Powiesz mi co się między wami dzieje? – spytałam cicho, doskonale wiedząc, że Aria mnie słyszy. Ta jednak odpowiedziała mi udawanym chrapaniem, ucinając tym samym temat.
Westchnęłam i przeturlałam się na drugi bok.
Zamknęłam oczy i przywołałam do siebie wspomnienie zapachu cynamonu.

~***~

Jayden

Drzwi od sali teatralnej zamknęły się za mną z głośnym trzaskiem. Wcześniej uważnie przysłuchiwałem się, czy aby na pewno ta dziwna dziewczyna nie brzdąka po klawiszach. Olałbym kolejną pomoc i spieprzał jak najdalej. Już za dużo miesza mi się w głowie, żeby dodawać do tego jeszcze idiotyczne pianino.
Strasznie uciążliwy lęk. Nigdy nie wiadomo kiedy się z nim spotkasz.
- Masz mi coś do powiedzenia?! – zaatakowała mnie bezimienna, wychodząc nagle zza kotary. Spojrzałem na nią przelotnie i rzuciłem torbę na pobliskie krzesło.
- Cześć.
- Cześć? Zwykłe... cześć? – warknęła.
- Cześć skarbie? – sarknąłem, rozkładając się wygodnie na fotelu. Zmrużyła oczy i założyła ręce na biodra. Taka rozwścieczona wyglądała niemal uroczo.
- Nie skarbuj mi tutaj, koteczku, tylko bierz się do roboty. Gdzie cię wcięło wczoraj?
- Powiedzmy, że są sprawy idiotyczne i mniej idiotyczne – mruknąłem, przecierając ręką oczy. Zupełnie się nie wyspałem.
- O rany – zdziwiła się, podchodząc bliżej. Niespodziewanie ujęła moją twarz w obie dłonie i podniosła ją w górę. – O rany!
- Zacięłaś się? – podsunąłem, dziwnie się czując, gdy stała tak blisko. Strasznie przytłoczony.
- Kto ci to zrobił? – wydukała przejeżdżając kciukiem po moim policzku*. Korciło mnie żeby ją odepchnąć, splunąć pod nogi i wyjść. Odbiło jej? Czemu mnie dotyka?
- Psychopata – uśmiechnąłem się w moim mniemaniu upiornie.
- Szargasz się na swoje życie? – zdziwiła się. Wstałem szybko i odszedłem parę kroków, byleby nie czuć dłużej jej palców na mojej twarzy.
- Oj tam zaraz szargasz – prychnąłem, siadając na skraju sceny. – Co robimy?
Obróciła się i nie patrząc na mnie poszła na zaplecze. Znów była smutna. Cholernie smutna. Tak smutnej osoby nigdy w życiu nie poznałem. To wręcz niemożliwe, żeby jedna, tak krucha dziewczyna miała w sobie tyle żalu i rozpaczy.
Chcąc nie chcąc, poszedłem za nią, omijając pianino szerokim łukiem. Jakaś grzeczność, która wciąż tliła się gdzieś tam we mnie, nakazała mi być cicho i się nie odzywać.
- Stało się coś? – rzuciłem na przekór „wewnętrznemu głosu”. Nie będzie mi dyktować co mam robić.
- Wszystko okej – odparła, przerzucając jakieś papiery z jednej części biurka na drugą. Patrzyłem na to przez chwilę, przyglądając się jej drobnym dłonią.
- Ta. Widzę.
- Ty masz swoje problemy, ja mam swoje. Nie interesujmy się nimi nawzajem.
- Jeszcze niedawno to ty się wpieprzałaś w moje – warknąłem. Na chwilę przerwała czynność. Spuściła głowę, pozwalając by włosy przysłoniły jej twarz. Między nami zapadła niespokojna cisza. W tamtym momencie dałbym sobie uciąć prawą rękę, że zaczęła płakać. Nie podszedłem jednak do niej, ani nie rzuciłem słowa otuchy, tak jak to się dzieje najczęściej w tych mdłych romansach. Nie dotykał mnie jej płacz. Skoro była bez przerwy taka smutna i jeszcze nie popełniła samobójstwa, to chyba sobie radzi z problemami.
- Nie rozumiesz mnie...
- Ty mnie też – stwierdziłem oschle. Westchnęła i pokręciła głową. Zaczęła szukać czegoś w szufladzie, przekopując się przez stosy kartek. Cisza dłużyła się i dłużyła, ale nie miałem zamiaru jej przerywać.
- Co gdybyś musiał koniecznie komuś opowiedzieć o swoich problemach... ale nie miałbyś komu? – spytała cicho. Ledwo ją zrozumiałem.
- Znalazł sobie przyjaciółkę? Zgadał się z miśkiem? – prychnąłem, zastanawiając się do czego dąży.
- Jayden, nie wszystko jest zawsze takie proste – ofuknęła mnie, nie przerywając czynności.
- Więc działajmy tak, by było.
- A co jeśli nie da się z tym nic zrobić? – odwróciła się na pięcie, ciskając we mnie gromami. Założyła ręce na piersi i zmierzyła mnie uporczywym spojrzeniem.
- Co masz na myśli?
- Nic – burknęła. Jednak już jej nie słuchałem. Wbijałem spojrzenie w obnażony nadgarstek. Rękawy jej bluzy podsunęły się do góry ukazując...
Podszedłem szybko do niej tak, że nie miała czasu na reakcję. Chwyciłem mocno jej dłoń i podciągnąłem materiał pod łokieć. Cięcia. Cała masa cięć w niewielkich odległościach. Niektóre wciąż krwawiły, inne zdawały się tu być już od wieków. Ręka cała w bliznach bólu.
- Czemu to robisz? – spytałem spokojnie, chociaż zaczęła we mnie wzbierać furia.
- Nic ci do tego. Jayden, to naprawdę nie twoja sprawa.
- Chcesz się zabić?
- Co cię to nagle obchodzi? – warknęła. No właśnie... co mi do tego?
- Po prostu chcę wiedzieć, że chociaż jedno z nas wyjdzie na prostą – wyszeptałem przez zaciśnięte zęby. Ciekawe, czemu tak trudno wypowiedzieć te błahe słowa?
- Większą szansę masz ty – powiedziała, wyszarpując swoją rękę z uścisku. – Bierz się do roboty. Musisz odrobić ostatnią nieobecność. Mamy ogrom pracy.
- Ale...
- I proszę, nie wracajmy więcej do tego tematu.
Skinąłem głową. Nie było sensu się kłócić. Jednak od tej pory w mojej głowie nie pojawiały się tylko myśli o cieniach, o Biance, o dziwnym rozkojarzeniu Piotrka, które swoją drogą tak mnie wnerwiało, że jeśli tylko zobaczę go obłapiającego moją siostrę to słowo daję I NIE ŻARTUJĘ nakopię mu tak, że wyleci na Marsa, przeturla się po nim jak piłka i spadnie w przepaść i będzie latał w nicości aż nie zdechnie. Mówię serio. O czym to ja? Ahh tak, moje myśli nie krążą już tylko wśród wspomnień i własnych wniosków o otoczeniu. Od tego dnia zajęte zostało jeszcze jedno miejsce w mojej głowie. Dla bezimiennej.
Przetarłem twarz dłońmi. W umyśle wciąż miałem ostatnie wspomnienie, które pojawiło się wtedy w lesie. Czy można mieć gorzej niż ja? Czy w tym właśnie momencie ktoś... ktokolwiek kto znałby całą prawdę o mojej przeszłości i teraźniejszości powiedziałby, że mój problem to nic? Sam nawet nie pamiętałem całości mojego życiorysu. Trzy lata po pobiciu stały się mglistym wspomnieniem białych korytarzy. Ale co takiego działo się w moim wnętrzu, że postanowili mnie bez przerwy trzymać pod obserwacją?
W mojej głowie ziała pustka. Ta cholerna próżnia była przerażająca. Jednak bardziej bałem się poznać odpowiedzi na zadawane bezustannie przez siebie pytania. Kiedy to wszystko wróci, z pewnością nastąpi mój koniec.
- Jest tyle ludzi na świecie, a ja trafiłam na ciebie – powiedziała wyrywając mnie z zamyślenia. Podniosłem głowę i spojrzałem prosto w jej oczy.
- Chyba masz pecha.
- PH pięć i pół – zażartowała i wróciła do pracy.
- Jak to jest, że jesteś taka wesoła, będąc tak przeraźliwie smutna? – spytałem. Zabrzmiało trochę bezsensu, ale chyba załapała.
- Jak to jest, że wypytujesz mnie o sprawy osobiste, nie znając mojego imienia?
- Dla mnie jesteś bezimienna – odparowałem. Nie skomentowała tego w żaden sposób, tylko lekko kiwnęła głową. – Więc?
- Opowiedz mi o sobie, a dowiesz się o mnie – ucięła, doskonale wiedząc, że nic nie odpowiem.
~***~

Bianca

Dzień minął mi bądź co bądź beztrosko. Dostałam burę za nieodrobione zadanie domowe z fizyki, ale jak tu skupić się na nauce, kiedy tyle się wkoło dzieje? Oczywiście nie powiedziałam jaki był powód tego „haniebnego zaniedbania”. Z fizyką i tak nigdy dobrze mi nie szło. Głupi przedmiot.
- Na cholerę nam tyle zadają! – złościła się Aria, kiedy popołudniu przebierałyśmy w zeszytach. Oczywiście ze ścisłych przedmiotów zbierałam same gromy, ale i tak miałam zamiar pchać się z uporem maniaka na studia, które w żadnym wypadku NIE są humanistyczne. Żeby pracować w McDonaldzie nie potrzebne mi takie zaliczenie. Oj ja wiem, jestem niemiła, ale to przez ostatnie całodobowe zmęczenie.
- Zauważyłaś, że wszyscy ci, którzy podejrzewają, że niedługo zginą, albo są jakimiś geniuszami i wiedzą, że coś odkryli... zakładają pamiętniki?
- Dzienniki – poprawiła mnie Aria. Przekreśliła coś długopisem i mrucząc do siebie pod nosem zaczęła grzebać za gumką.
- I co o tym myślisz?
- Myślę o tym co? – mruknęła nadal nie za bardzo mnie słuchając. Zacisnęłam usta w linię i odłożyłam zeszyt na biurko.
- O dzienniku.
- Jakim dzienniku? – zdziwiła się, w końcu znajdując zgubę. Byłam bliska rozpaczy, ale uratował mnie Piotrek, który idealnie wpasował się w czas i wszedł do pokoju.
- Cześć wam – rzucił.
- Wpadłam na pomysł założenia dziennika – powiedziałam prosto z mostu, mając nadzieję, że chociaż on zrozumie za pierwszym razem.
- Ciekawie – odparł opadając na krzesło obok. Aria rzuciła mu mordercze spojrzenie i zanim zdążyłam mrugnąć, spakowała wszystko do torby i wstała.
- Spotkamy się później – mruknęła do mnie i odeszła pospiesznym krokiem. Patrzyłam za nią wielkimi oczami, odzyskując zdolność mowy dopiero kiedy zniknęła za zakrętem.
- O co jej chodzi? – spytałam.
- Pewnie coś jej wypadło – zbył mnie Piotrek.
- A w nocy wam obu coś nagle wypadło? – burknęłam zgryźliwie.
- Są sprawy, Bianco, do których nie trzeba się wtrącać.
- Ale jest moją przyjaciółką! Chyba mam prawo jej pomóc, czyż nie? – słaby argument, tak naprawdę byłam cholernie ciekawa. Nie ze względu na Arię, a na Piotrka.
- Posłuchaj. To nic wartego uwagi, serio. Poradzimy sobie z tym.
My! Ha! Czyli Aria i Piotrek wmieszani są w sprawę razem. Prawdopodobnie wiedzą o niej tylko oni. A może się mylę i Jayden też coś wie? W każdym razie ta kwestia zastanawia mnie bardziej niż cholerne cienie. I tak mnie dorwą, czyż nie? Przed śmiercią chciałabym się dowiedzieć wszystkiego. Poczynając od cukierków, które znikały mi ze śniadań w podstawówce, a kończąc na Piotrku. Arii i Piotrku.
Dochodzenie czas zacząć!

Ta ciekawość mnie zabije...

~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~

* Jak ktoś nie pamięta, to w poprzednim rozdziale Jayden przejechał pazurami po twarzy. Zrobiłam to ostatnio i wyglądałam jak Frankenstein ;/

Hahah, mam czarny humor. To ostatnie zdanie takie prawdziwe.
Daj mi ktoś wiosnę! Wrocław cały skuty lodem - gdzie nogi nie postawisz i tak się poślizgniesz!
Indżoj. c: