- Mam pracę za dwie godziny, dzieciaczki. Jestem w tyle z czasem, poradzicie sobie sami, co?
- Damy radę! - odparłam entuzjastycznie, uśmiechając się ciepło. Jayden mruknął coś bliżej niezrozumiałego i po prostu wyszedł. Ojczym obrzucił go smutnym spojrzeniem i po chwili przerzucił je na mnie. - Nie martw się, on tak do każdego.
- Tylko nie do ciebie - rzucił. Uśmiechnęliśmy się do siebie, a ja kiwnęłam lekko głową.
- Prawda, tylko nie do mnie. Do zobaczenia, Adrian - pożegnałam się szybko i wyszłam na zewnątrz.
Jayden właśnie mocował się z walizkami tkwiącymi w bagażniku. Pojedynczy chłopak obrzucił nas uważnym spojrzeniem, po czym taskając własny bagaż otworzył skrzydło bramy i przemknął na teren szkoły.
- Pospiesz się - rzuciłam krótko, kręcąc głową na wszystkie strony. Jednak nic nie wskazywało na to, aby w najbliższym czasie ktoś miał wjechać na podjazd obok nas.
- Może byś mi pomogła, zamiast dyrygować, co? - warknął zezłoszczony Jayden.
- Podobno to facet jest silniejszy. Chyba, że jesteś babą, Jay...
- Zamknij się, frajerko - burknął, zatrzaskując klapę bagażnika. Odciągnął walizki i patrzył obojętnie, jak samochód Kamieńskiego wycofuje się z podjazdu i odjeżdża. W chwili, gdy auto zniknęło za zakrętem, Jayden ruszył w stronę kompleksu szkolnego, ciągnąc za sobą swój bagaż.
Zerknęłam na swoją walizkę, którą musiałam najwyraźniej sama się zaopiekować i westchnęłam niechętnie.
"Może wróci" - pomyślałam. Sprawdziłam godzinę i z przykrością stwierdziłam, że do przyjazdu Arii zostało nieco ponad dwie godziny. Takie bezczynne siedzenie przez najbliższy czas nie zapowiadało się dla mnie optymistycznie. Musiałam, po prostu musiałam się ruszyć i obejrzeć chociaż połowę tego ogromnego kompleksu obsadzonego w większości w dworku należącym niegdyś do jakiegoś szlachcica.
Zameldowałam się szybko i zaniosłam rzeczy do pokoju. Przy okazji chciałam odszukać Jaydena, ale zniknął gdzieś i musiałam zwiedzać na własną rękę. No cóż, najwyżej się zgubię, co w tym takiego strasznego.
Na pierwszy ogień poszedł budynek, w którym mieścił się internat. Ot, niewyróżniający się niczym szczególnym. Za mało elegancki w porównaniu z głównym budynkiem i niezbyt oszałamiający wyglądem. Na pierwszy rzut oka widać było, że został dobudowany już po przejęciu terenu przez nowego właściciela.
Pokręciłam się trochę, zajrzałam do stołówki, gdzie zrzędliwa kucharka pogoniła mnie ścierką i natknęłam się na dwie osoby. Byłam zbyt nieśmiała, aby z nimi porozmawiać, więc uśmiechnęłam się jedynie i poszłam dalej.
W internacie nic nie znalazłam. Książki skłamały, że był to nawiedzony budynek. No cóż.
Żeby tylko nie popełnić kolejnej takiej gafy, odszukałam budynek, który wyglądał na najbardziej naznaczony przez czas i zaglądnęłam do środka. Korytarze, sale. Kolejne miejsce nauki. Tym razem nie takiej zwykłej, a artystycznej. Tej, dla której większość przenosiła się do kampusu.
Jak dotychczas nie odezwała się we mnie żadna dusza artysty. Śpiewałam raczej kiepsko, z tańcem szło mi nieszczególnie. Nie czułam rytmu gitary, ani klawiszy pianina. Na scenie piekłam dorodnego buraka i modliłam się o jak najszybszą ucieczkę. Dlatego też zapisana zostałam na jedyny "przedmiot", który nie narobiłby mi wstydu i upokorzenia. Na fotografię.
Nie byłam do końca przekonana, czy wolno mi się tak włóczyć po szkolnych korytarzach. Dlatego zachowywałam się bardzo cicho i unikałam sprzątaczek, które krzątały się po salach. W końcu zagnało mnie do piwnic budynku.
Szłam na ślepo, bojąc się zapalić światła. Czułam to radosne ukłucie napięcia, kiedy wszechogarniająca ciemność przynosiła wspomnienia wszystkich obejrzanych horrorów. Rozglądałam się naokoło, śmiejąc się w duchu ze strachu, jaki wywoływał we mnie najcichszy dźwięk.
W końcu stanęłam. Tak po prostu. Po mojej lewej stronie znajdowały się uchylone drzwi. Ze szpar pomiędzy framugą wydobywała się zielona poświata. Światełko wydawało się raz przygasać, to znowu przybierać na sile.
Wiatr na zewnątrz przeszył wszystkie kondygnacje budynku na wylot, a stare deski zaskrzypiały ostrzegawczo.
Wyciągnęłam rękę i niewiele myśląc, co robię, pchnęłam drzwi. Ustąpiły z ociąganiem, a zielona poświata zaświeciła się jakby jaśniej niż wcześniej. Przestała mrugać.
Wetknęłam głowę w powstałą szparę i rozglądnęłam się po pomieszczeniu. Kolorowe światło wydawało się sączyć ze ścian, a widoczne pyłki tańczyły leniwie w powietrzu. Nie dostrzegłam jednak niczego więcej. Po prostu pustą salę, którą wypełniała zielona poświata.
Naparłam ciałem na drzwi, by uchyliły się jeszcze choć trochę. Nie ustąpiły. Natomiast na swojej szyi poczułam nagły chłód. Przeszył mnie dreszcz.
Przez chwilę pomyślałam, że to przeciąg, jednak szybko odrzuciłam tę myśl. Coś ewidentnie stało za mną i sapało na mój kark. Gdy skupiłam się na dźwiękach, usłyszałam miarowe wdech i wydech i jakiś cichy szelest materiału. Wstrzymałam powietrze, zbyt przerażona, by wykonać jakąkolwiek czynność.
Wdech. Wydech.
A więc to tak zginę?
Przeszył mnie lodowaty chłód i wrażenie ustało. Natomiast na schodach rozległy się kroki. Poderwałam głowę do góry, jednak było już za późno.
Starsza kobieta z siwymi włosami spiętymi w ciasny kok wyłoniła się zza rogu. Kiedy tylko mnie spostrzegła, przystanęła na chwilę i zdziwiona patrzyła, jak pomału zaczynam się wycofywać.
- Dzień dobry - przywitałam się, wciąż się cofając. Odruchowo położyłam rękę na karku i obmacałam, czy aby na pewno jest cały.
- Nie wolno ci tu przebywać - burknęła kobieta, znudzonym głosem. Najwyraźniej nie pierwszy raz miała do czynienia z wałęsającą się po okolicy młodzieżą. - Wynoś się. Piwnica jest niedostępna dla osób nieupoważnionych - kontynuowała, wciąż tym sennym tonem.
- Przepraszam, nie wiedziałam - uśmiechnęłam się lekko i skinąwszy głową na pożegnanie, szybkim krokiem wyszłam z budynku.
Dopiero na dworze odetchnęłam z ulgą, wciąż czując dreszczyk emocji, który pojawił się wraz z lodowatym oddechem.
- Co to, kuźwa, było - jęknęłam, próbując wyrównać oddech.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jutro jeszcze ewentualnie naniosę ostatnie poprawki ;)
Trochę to wnosi do dalszych kartek ^^"
Podzieliłam na 2 części, bo o ile ta jest bardziej znacząca dla fabuły jako takiej, to ta druga raczej dla postaci ;3
Enjoy ;3