Bianca
Czułam się jakbym
lunatykowała. Teoretycznie widziałam cały otaczający mnie świat, ale nie byłam
w stanie naruszyć jego przestrzeni. Istniałam, ale tak, jakbym oglądała dobrej
jakości film, uwięziona na jakimś krześle i przepasana pasami.
Krok po kroku
zbliżałam się do tych drzwi. Nie
czułam, że idę, ale obraz bez przerwy się przybliżał. To było chore. Chore
uczucie.
- Scalmy się w
jedno – powiedział jakiś bliżej nieokreślony głos, który wydobywał się jakby z
moich ust. Chyba nawet ja to powiedziałam. Nie! Nie ja, a coś, co odebrało
kontrolę nad moim ciałem i pomału także dobierało się do mózgu.
Drzwi stanęły
przede mną otworem, a w momencie, w którym wkroczyłam do pokoju, zielona
poświata zniknęła całkowicie. Coś natomiast zaczęło buczeć w pomieszczeniu obok. Nie
chciałam tam wchodzić. Błagam, nie karzcie mi tam wchodzić!
A jednak. Nadeszło
to, co było nieuniknione. Spotkanie z cieniem, który upatrzył mnie sobie za
cel.
Drzwi od pokoju z
wizjerem stanęły przede mną otworem. Obraz, który widziałam zaczął powoli się
zniekształcać, kiedy mimowolnie wbiłam wzrok w... to.
Czarną,
bezkształtną masę, po której przebiegały zielone promienie, skrzące się
niebezpiecznie jakby były pod napięciem. Unosiła się tuż pod sklepieniem
pośrodku pokoju i wydawała się patrzeć na mnie, chociaż w rzeczywistości nie
miała czym.
A ja mogłam tylko
patrzeć, jak nagle zbliża się ku ziemi i leci prosto we mnie. Nie mogłam
postąpić choćby kroku, nie potrafiłam drgnąć najmniejszym mięśniem. Mogłam
stać.
W tej burzy
kształtów, jakim był cień dostrzegłam samą siebie gdy byłam mała. Widziałam
poszczególne obrazy z mojego życia. Z początku niewinne, przepełnione radością,
aż w końcu w to wszystko wkradło się zło. Widziałam drzewo, widziałam pierwsze
zejście do piwnicy.
Miałam dość.
Cień w końcu
dotknął mojej skóry. Całe czucie w ciele nagle do mnie wróciło, a ból który się
przy tym pojawił zamroczył wszystkie inne zmysły. Cofnęłam się o krok i zawyłam
z rozpaczy. On jednak dążył dalej. To już nie była ta niewielka macka, która
zaszczepiła we mnie zalążek zła, a pełny bezkształt, pragnący dorwać mnie całą.
Czułam jak
odpływam. Ból był zbyt silny, bym mogła skupić się na czymkolwiek innym.
Mimowolnie skierowałam wzrok na swoją rękę. Cała była we krwi. Cień rozrywał
każdy najmniejszy mięsień, pustoszył żyły i wżerał się dalej, z każdą chwilą
pozbawiając mnie coraz większych płat ciała.
Zaczęłam kaszleć i
pluć krwią. Czerwona maź była wręcz wszędzie. I ten ból. Ten bezbrzeżny,
okrutny ból, którego nie potrafiłam porównać z niczym. Nie było na świecie
większego męczeństwa, jakie dane mi było poczuć.
Poddałam się.
Odchyliłam głowę w tył, zaślepiona cierpieniem. Zaczęłam się krztusić i dławić
krwią, która spływała mi po gardle. Nawet gdybym próbowała, nie mogłam już
unieść twarzy.
Kaszlnęłam,
starając się złapać powietrze i przy okazji nie zwymiotować.
Jednak nie miałam
już sił na cokolwiek.
Po prostu odpłynęłam.
I ogarnęła mnie
ciemność, tak gęsta jak Cień.
~***~
Obudziłam się w
miejscu skąpanym słońcem. Leżałam na piasku, a szum fal rozbijających się o
brzeg był jedynym hałasem, który docierał do moich uszu. Otworzyłam powoli oczy
i napotkałam bezbrzeżny błękit, roztaczający się nad moją głową. Patrzyłam na
sunącą po nim pojedynczą, puchową chmurkę, dopóki nie zniknęła z zasięgu mojego
wzroku.
Wtedy dopiero
uniosłam się na łokciach, nie czując żadnego bólu. Wszędzie, gdzie okiem
sięgnąć rozciągała się plaża. Dopiero parę metrów za mną wyrastała znikąd
ziemista ściana, piętrząca się w górę aż do samego nieba.
Czułam się
niesamowicie spokojna, jakby wraz z bólem uleciały ze mnie wszelkie troski.
Patrzyłam na horyzont z zamyśleniem, zupełnie nie zastanawiając się skąd się tu
wzięłam. Jak tu trafiłam. Byłam, wystarczyło mi.
- Bianco? – czyjś
głos przywołał mnie do porządku. Rozejrzałam się wkoło, zastanawiając się ile
mogło minąć czasu od wydarzeń w piwnicy. Dzień? Może dwa? Albo i cały rok. Może
nawet wieczność, kto wie?
- Witaj – szepnęłam
na widok kroczącego w moją stronę Piotrka. Jego widok nawet mnie nie zdziwił,
podświadomie czułam, że właśnie tutaj powinien być. – Ciekawe miejsce, prawda?
- Spokojne –
powiedział, chwytając mnie za rękę. Uśmiechnęłam się lekko i odgarnęłam mu
pojedyncze, brązowe włosy sprzed oczu. – Może usiądziemy?
Oboje zajęliśmy
miejsce tuż przy samym brzegu, a co większe fale obmywały nam nogi. Nie czułam
jednak ich chłodu. Odbierałam je raczej jako lekkie łaskotanie.
- Co to za miejsce?
– spytałam w końcu, opierając głowę na jego ramieniu. Byłam lekka jak piórko,
unosiłam się.
- To jest chyba
ostatni przystanek – stwierdził, oplatając mnie w pasie. – Miejsce, do którego
wchodzisz tylko raz, a nie wychodzisz już nigdy.
- Skąd więc się tu
wziąłeś?
- Nie wiem. A ty?
- Nie wiem –
szepnęłam. Po dłuższym namyśle ułożyłam się wygodnie na plecach i pociągnęłam
Piotrka w dół tak, żebyśmy razem leżeli. – Podoba mi się tu.
- Masz świadomość,
że nigdy więcej nie będziesz mogła wrócić, prawda? – upewnił się, opierając
głowę na ręce i przekręcając się bokiem w moją stronę. Spojrzałam na błękitne
niebo i uśmiechnęłam się lekko, kreśląc w piasku małe koła.
- Nie muszę. Póki
jesteś tutaj ty.
- A co z cieniem?
Co z Jaydenem i Arią? – zapytał.
- Nie mogę wrócić i
im pomóc. Nie mogę też się tu zamartwiać. Mamy wieczność, tylko ty i ja.
Odstawmy na bok smutne tematy – powiedziałam, uparcie wpatrując się w błękit.
Na mojej twarzy majaczył lekki uśmiech.
Nie chciałam
wiedzieć. Prawda była taka, że zostawiłam już wszystko za sobą. To nie miało
prawa nękać mnie nawet po śmierci. Bo to była śmierć, prawda? Słoneczna plaża i
szum fal rozbijających się na piasku. I on. I tak na zawsze.
- Wieczność –
powtórzył, łapiąc mnie za rękę.
Oddałam uścisk i
zerknęłam na niego. Uśmiechał się wesoło i wpatrywał we mnie jak w obrazek. Nie
byłam w stanie odpowiedzieć mu inaczej.
- Wiesz, zawsze
myślałem o przyszłości. Niepotrzebnie. Przyszłość jest niepotrzebna –
powiedział. – Wszystko było tylko po to, by móc odnaleźć ciebie. By móc położyć
się na tej pięknej plaży, spojrzeć w niebo i szczerze powiedzieć, że jestem
naprawdę szczęśliwy. Że nie potrzebuję niczego innego.
Zamknęłam oczy i
wtuliłam głowę w jego klatkę piersiową.
Tak. Dokładnie tak
powinno być.
- Co gdybym ci
powiedział, że to jedynie iluzja? – spytał w końcu Piotrek, a kiedy obróciłam
głowę w jego stronę, nie zobaczyłam nikogo. Przestraszona poderwałam się do
pionu i rozejrzałam wkoło.
- Piotrek? –
spytałam, kręcąc dookoła głową. Do mojego spokoju wkradł się strach, ból i niedowierzanie.
To nie może być iluzja! Błagam, nie może!
Nikt mi nie
odpowiedział, jedynie zewsząd zaczął dobiegać mnie śmiech. Plaża zaczęła się
rozmywać, szum fal ustał, a błękitne niebo ustąpiło miejsca ciemnemu
sklepieniu. Wszystko okrył mrok, a znikąd napłynęła wszechogarniająca mgła.
- Gdzie ja jestem?
– spytałam, a mój głos potoczył się echem.
- Witaj Bianco w
Świecie Bez Zasad. W naszym świecie – nie widziałam nic. Byłam jak ślepiec
prowadzony przez znienawidzony głos.
- W jakim znowu
świecie – prychnęłam, pragnąc jedynie wrócić do mojej pięknej plaży. Do piasku,
do fal i do mojego Piotrka.
- Cztery kierunki, w tym cztery światy. Gdzie
jeden właściwy, jeden twą zgubą, jeden chlubą, choć niekoniecznie pragnieniem.
Ostatni koniecznością, choć kogo innego własnością. I jedna szansa na
potępienie, lub od zmor uwolnienie. Decyzja do ciebie należy – gdzie twoje
ciało wieczność przeleży
- A co ja wybrałam?
– spytałam niepewnie, wciąż szukając źródła głosu.
- Co ty wybrałaś? – śmiech potoczył się
echem. Gdzie ja byłam? Nie widziałam nic, prócz własnego ciała. Chociaż nie do
końca, bo moje nogi ginęły już w gęstej mgle.
- Właściwym był
twój dawny świat, w którym dorastałaś, wychowywałaś się. Zgubny był śmiercią,
której nie doświadczysz – głos ucichł, jakby się namyślał, co powiedzieć.
- Tego akurat
mogłam się domyślić – syknęłam. – A dalej?
- Chlubą było
wstąpienie do nas. Dawaliśmy ci dużo szans, ale nigdy nie zdołałaś do końca
wyeliminować naszego pana. Dlaczego?
- Kogo? Kto jest
waszym panem? – spytałam niepewnie. Znudziło mi się już przekręcanie głową na
wszystkie strony. Miałam ochotę usiąść i pójść spać.
- Ten świat jest
koniecznością, ale nie należy ani do ciebie, ani do nas.
- Do kogo należy?
- Do naszego pana –
głos umilkł. Jakiego znowu pana?
- Kim jest wasz
pan? Muszę koniecznie z nim porozmawiać!
- Rozmawiałaś z
nim, nie jeden już raz. Nie sądzę jednak, żeby było to tutaj możliwe –
prychnął.
- W takim razie
mnie wypuśćcie! – warknęłam, zniechęcona ich tajemniczością. Głośny śmiech
wypełnił moje uszy i stał się niemal namacalny.
- Nie, Bianco, nie
wypuścimy cię. Jesteś jedynym sposobem na ponowne spotkanie z naszym panem.
Widzisz Bianco, próbowaliśmy już dużo razy, na wiele sposobów. Wasz powrót do
Polski umożliwił nam w końcu atak. Mimo tego, że byliśmy wciąż z naszym panem,
nie dawał nam prawa do głosu. Wzięliśmy cię więc jako przynętę. Całe to
zamieszanie prowadzi tylko do jednego. Chcemy by znów nasz pan dołączył do nas
jak przed wielu laty. Chcemy aby znów bawił się z nami, karmił nas swoją
wiedzą. Widzimy, że się łamie. Gdy znów zwariuje, będzie cały nasz. Tak,
Bianco, to Jayden stworzył nas i wzmocnił na tyle, że staliśmy się potężniejsi.
Jesteśmy jego upiorami. Jesteśmy jego koszmarem, który stał się
rzeczywistością.
- Nieprawda –
szepnęłam. Czułam jak do oczu napływają mi łzy, a serce na chwilę przestaje
bić, by wsłuchać się w echo tych skalanych złem słów. – Nie on...
- „A kiedy sny stawały się jawą, wymykały się
spod władzy śniącego i nabierały mocy do niezależnego działania. Mocy, która
mogła być zabójcza”* – Cień zaśmiał się głośno.
- Co ze mną
zrobicie, gdy Jayden do was dołączy? – spytałam, zaczynając pomału wierzyć w
całe to szaleństwo. To wszystko było zbyt realne, zbyt namacalne...
- To, co zrobiliśmy
z twoim ciałem – odparł spokojnie. – Rozpłyniesz się.
Mgła opadła, głos
ucichł. Jedynie w moim mózgu myśli kotłowały się i wrzeszczały jedna przez
drugą.
To po prostu nie
mógł być on.
* Stephen King "TO" - właśnie on mnie natchnął do całego tego rozgardiaszu :)
~~~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~~~
Naprawdę bardzo chciałam przerwać to wszystko na wątku z plażą.
Jeden rozdział i epilog.
Kolejny blog podam pod następną kartką, która pojawi się gdzieś w połowie tego tygodnia.
W kolejną niedzielę mam zamiar zamknąć całą historię :')
Dziękuję Wam za komentarze, dajecie mi niezłego kopa do pracy!
Indżoj ;>