- Okej. Powiedz to jeszcze raz.
Westchnęłam i przetarłam oczy
dłonią. Miałam już tego dość. Nieważne, czy mnie rozszarpią, czy nie. Dajcie mi
spać!
- Jeden właściwy, jeden twą
zgubą, jeden chlubą, choć nie czymś tam. Ostatni koniecznością choć kogo innego
własnością. Blabla, nie pamiętam. Decyzja do ciebie należy, gdzie ciało
wieczność przeleży – wymamrotałam, zamykając oczy.
Siedzieliśmy całą czwórką w naszym
pokoju. Moje łóżko zajął Jayden i rozłożywszy się na nim wygodnie wyglądał na
pogrążonego we śnie. Musiałam zająć miejsce przy stole. Oparłam brodę o dłoń i
przyznam – od czasu do czasu udawało mi się zapaść w mini drzemkę. Jednak
Piotrek wszystko niszczył. Kazał mi słuchać swojego wywodu. Okej, rozumiem,
chce mi pomóc, ale na miłość Boską, jest już po piątej nad ranem!
- Który wybrałaś?
- Z takim stworzeniem w środku –
jęknęłam.
- Czyli?
- Skąd mam wiedzieć?! Myślisz, że
były tam drogowskazy?
- A tak na czuja?
- Nie wiem. Ten futrzak przyjazny
raczej nie był.
- Nie rozumiem nic z tego –
wtrąciła się Aria.
- Bo ty nigdy nic nie rozumiesz –
parsknął chłopak.
- Zajmij się lepiej swoim
mózgiem.
- Eh, tyle miłości w powietrzu –
mruknął sennie Jayden, uśmiechając się lekko. Wyrwana z kolejnej drzemki
rozejrzałam się wkoło, natrafiając na niezadowoloną minę Arii. Piotrek nagle
przygasł i zaczął przyglądać się swoim dłonią.
- Późno już – oznajmił i wstał.
Skinął nam i wyszedł. Zdziwiłam się jeszcze bardziej. Mało brakowało, a
otworzyłabym buzię. Wymieniłam zdumione spojrzenia z bratem, który rzucił nam
niemrawe „dobranoc” i ruszył w ślad za współlokatorem.
- O co chodzi? – spytałam
niepewnie.
- Idź spać, Bianco – mruknęła
Aria, wsuwając się pod kołdrę. Posłała mi błagalne spojrzenie i odwróciła się
twarzą do ściany. – I zgaś światło.
Posłusznie podreptałam do drzwi i
pstryknęłam kontakt. Serce zabiło mi mocniej, kiedy wkoło zapadła ciemność.
Szybko wyciągnęłam telefon i posłużyłam się nim jako latarką. Chociaż rzucał
światło a’la
Paranormal Activity. Dotarłam szybko do łóżka i ukryłam się
pod ciepłą kołdrą. Wsunęłam głowę do środka i obiecałam sobie, że wyjrzę
dopiero, kiedy zrobi się jasno.
- Powiesz mi co się między wami
dzieje? – spytałam cicho, doskonale wiedząc, że Aria mnie słyszy. Ta jednak
odpowiedziała mi udawanym chrapaniem, ucinając tym samym temat.
Westchnęłam i przeturlałam się na
drugi bok.
Zamknęłam oczy i przywołałam do
siebie wspomnienie zapachu cynamonu.
~***~
Jayden
Drzwi od sali teatralnej zamknęły
się za mną z głośnym trzaskiem. Wcześniej uważnie przysłuchiwałem się, czy aby
na pewno ta dziwna dziewczyna nie brzdąka po klawiszach. Olałbym kolejną pomoc
i spieprzał jak najdalej. Już za dużo miesza mi się w głowie, żeby dodawać do
tego jeszcze idiotyczne pianino.
Strasznie uciążliwy lęk. Nigdy
nie wiadomo kiedy się z nim spotkasz.
- Masz mi coś do powiedzenia?! –
zaatakowała mnie bezimienna, wychodząc nagle zza kotary. Spojrzałem na nią
przelotnie i rzuciłem torbę na pobliskie krzesło.
- Cześć.
- Cześć? Zwykłe... cześć? – warknęła.
- Cześć skarbie? – sarknąłem,
rozkładając się wygodnie na fotelu. Zmrużyła oczy i założyła ręce na biodra.
Taka rozwścieczona wyglądała niemal uroczo.
- Nie skarbuj mi tutaj, koteczku,
tylko bierz się do roboty. Gdzie cię wcięło wczoraj?
- Powiedzmy, że są sprawy
idiotyczne i mniej idiotyczne – mruknąłem, przecierając ręką oczy. Zupełnie się
nie wyspałem.
- O rany – zdziwiła się,
podchodząc bliżej. Niespodziewanie ujęła moją twarz w obie dłonie i podniosła
ją w górę. – O rany!
- Zacięłaś się? – podsunąłem,
dziwnie się czując, gdy stała tak blisko. Strasznie przytłoczony.
- Kto ci to zrobił? – wydukała
przejeżdżając kciukiem po moim policzku*. Korciło mnie żeby ją odepchnąć,
splunąć pod nogi i wyjść. Odbiło jej? Czemu mnie dotyka?
- Psychopata – uśmiechnąłem się w
moim mniemaniu upiornie.
- Szargasz się na swoje życie? –
zdziwiła się. Wstałem szybko i odszedłem parę kroków, byleby nie czuć dłużej
jej palców na mojej twarzy.
- Oj tam zaraz szargasz –
prychnąłem, siadając na skraju sceny. – Co robimy?
Obróciła się i nie patrząc na
mnie poszła na zaplecze. Znów była smutna. Cholernie smutna. Tak smutnej osoby
nigdy w życiu nie poznałem. To wręcz niemożliwe, żeby jedna, tak krucha dziewczyna
miała w sobie tyle żalu i rozpaczy.
Chcąc nie chcąc, poszedłem za
nią, omijając pianino szerokim łukiem. Jakaś grzeczność, która wciąż tliła się
gdzieś tam we mnie, nakazała mi być cicho i się nie odzywać.
- Stało się coś? – rzuciłem na
przekór „wewnętrznemu głosu”. Nie będzie mi dyktować co mam robić.
- Wszystko okej – odparła,
przerzucając jakieś papiery z jednej części biurka na drugą. Patrzyłem na to
przez chwilę, przyglądając się jej drobnym dłonią.
- Ta. Widzę.
- Ty masz swoje problemy, ja mam
swoje. Nie interesujmy się nimi nawzajem.
- Jeszcze niedawno to ty się
wpieprzałaś w moje – warknąłem. Na chwilę przerwała czynność. Spuściła głowę,
pozwalając by włosy przysłoniły jej twarz. Między nami zapadła niespokojna
cisza. W tamtym momencie dałbym sobie uciąć prawą rękę, że zaczęła płakać. Nie
podszedłem jednak do niej, ani nie rzuciłem słowa otuchy, tak jak to się dzieje
najczęściej w tych mdłych romansach. Nie dotykał mnie jej płacz. Skoro była bez
przerwy taka smutna i jeszcze nie popełniła samobójstwa, to chyba sobie radzi z
problemami.
- Nie rozumiesz mnie...
- Ty mnie też – stwierdziłem
oschle. Westchnęła i pokręciła głową. Zaczęła szukać czegoś w szufladzie,
przekopując się przez stosy kartek. Cisza dłużyła się i dłużyła, ale nie miałem
zamiaru jej przerywać.
- Co gdybyś musiał koniecznie
komuś opowiedzieć o swoich problemach... ale nie miałbyś komu? – spytała cicho.
Ledwo ją zrozumiałem.
- Znalazł sobie przyjaciółkę?
Zgadał się z miśkiem? – prychnąłem, zastanawiając się do czego dąży.
- Jayden, nie wszystko jest
zawsze takie proste – ofuknęła mnie, nie przerywając czynności.
- Więc działajmy tak, by było.
- A co jeśli nie da się z tym nic
zrobić? – odwróciła się na pięcie, ciskając we mnie gromami. Założyła ręce na
piersi i zmierzyła mnie uporczywym spojrzeniem.
- Co masz na myśli?
- Nic – burknęła. Jednak już jej
nie słuchałem. Wbijałem spojrzenie w obnażony nadgarstek. Rękawy jej bluzy
podsunęły się do góry ukazując...
Podszedłem szybko do niej tak, że
nie miała czasu na reakcję. Chwyciłem mocno jej dłoń i podciągnąłem materiał
pod łokieć. Cięcia. Cała masa cięć w niewielkich odległościach. Niektóre wciąż
krwawiły, inne zdawały się tu być już od wieków. Ręka cała w bliznach bólu.
- Czemu to robisz? – spytałem
spokojnie, chociaż zaczęła we mnie wzbierać furia.
- Nic ci do tego. Jayden, to
naprawdę nie twoja sprawa.
- Chcesz się zabić?
- Co cię to nagle obchodzi? –
warknęła. No właśnie... co mi do tego?
- Po prostu chcę wiedzieć, że
chociaż jedno z nas wyjdzie na prostą – wyszeptałem przez zaciśnięte zęby.
Ciekawe, czemu tak trudno wypowiedzieć te błahe słowa?
- Większą szansę masz ty –
powiedziała, wyszarpując swoją rękę z uścisku. – Bierz się do roboty. Musisz
odrobić ostatnią nieobecność. Mamy ogrom pracy.
- Ale...
- I proszę, nie wracajmy więcej
do tego tematu.
Skinąłem głową. Nie było sensu
się kłócić. Jednak od tej pory w mojej głowie nie pojawiały się tylko myśli o
cieniach, o Biance, o dziwnym rozkojarzeniu Piotrka, które swoją drogą tak mnie
wnerwiało, że jeśli tylko zobaczę go obłapiającego moją siostrę to słowo daję I
NIE ŻARTUJĘ nakopię mu tak, że wyleci na Marsa, przeturla się po nim jak piłka
i spadnie w przepaść i będzie latał w nicości aż nie zdechnie. Mówię serio. O
czym to ja? Ahh tak, moje myśli nie krążą już tylko wśród wspomnień i własnych
wniosków o otoczeniu. Od tego dnia zajęte zostało jeszcze jedno miejsce w mojej
głowie. Dla bezimiennej.
Przetarłem twarz dłońmi. W umyśle
wciąż miałem ostatnie wspomnienie, które pojawiło się wtedy w lesie. Czy można
mieć gorzej niż ja? Czy w tym właśnie momencie ktoś... ktokolwiek kto znałby
całą prawdę o mojej przeszłości i teraźniejszości powiedziałby, że mój problem
to nic? Sam nawet nie pamiętałem całości mojego życiorysu. Trzy lata po pobiciu
stały się mglistym wspomnieniem białych korytarzy. Ale co takiego działo się w
moim wnętrzu, że postanowili mnie bez przerwy trzymać pod obserwacją?
W mojej głowie ziała pustka. Ta
cholerna próżnia była przerażająca. Jednak bardziej bałem się poznać odpowiedzi
na zadawane bezustannie przez siebie pytania. Kiedy to wszystko wróci, z
pewnością nastąpi mój koniec.
- Jest tyle ludzi na świecie, a
ja trafiłam na ciebie – powiedziała wyrywając mnie z zamyślenia. Podniosłem
głowę i spojrzałem prosto w jej oczy.
- Chyba masz pecha.
- PH pięć i pół – zażartowała i
wróciła do pracy.
- Jak to jest, że jesteś taka
wesoła, będąc tak przeraźliwie smutna? – spytałem. Zabrzmiało trochę bezsensu,
ale chyba załapała.
- Jak to jest, że wypytujesz mnie
o sprawy osobiste, nie znając mojego imienia?
- Dla mnie jesteś bezimienna –
odparowałem. Nie skomentowała tego w żaden sposób, tylko lekko kiwnęła głową. –
Więc?
- Opowiedz mi o sobie, a dowiesz
się o mnie – ucięła, doskonale wiedząc, że nic nie odpowiem.
~***~
Bianca
Dzień minął mi bądź co bądź
beztrosko. Dostałam burę za nieodrobione zadanie domowe z fizyki, ale jak tu
skupić się na nauce, kiedy tyle się wkoło dzieje? Oczywiście nie powiedziałam
jaki był powód tego „haniebnego zaniedbania”. Z fizyką i tak nigdy dobrze mi
nie szło. Głupi przedmiot.
- Na cholerę nam tyle zadają! –
złościła się Aria, kiedy popołudniu przebierałyśmy w zeszytach. Oczywiście ze
ścisłych przedmiotów zbierałam same gromy, ale i tak miałam zamiar pchać się z
uporem maniaka na studia, które w żadnym wypadku NIE są humanistyczne. Żeby
pracować w McDonaldzie nie potrzebne mi takie zaliczenie. Oj ja wiem, jestem
niemiła, ale to przez ostatnie całodobowe zmęczenie.
- Zauważyłaś, że wszyscy ci,
którzy podejrzewają, że niedługo zginą, albo są jakimiś geniuszami i wiedzą, że
coś odkryli... zakładają pamiętniki?
- Dzienniki – poprawiła mnie
Aria. Przekreśliła coś długopisem i mrucząc do siebie pod nosem zaczęła grzebać
za gumką.
- I co o tym myślisz?
- Myślę o tym co? – mruknęła
nadal nie za bardzo mnie słuchając. Zacisnęłam usta w linię i odłożyłam zeszyt
na biurko.
- O dzienniku.
- Jakim dzienniku? – zdziwiła
się, w końcu znajdując zgubę. Byłam bliska rozpaczy, ale uratował mnie Piotrek,
który idealnie wpasował się w czas i wszedł do pokoju.
- Cześć wam – rzucił.
- Wpadłam na pomysł założenia
dziennika – powiedziałam prosto z mostu, mając nadzieję, że chociaż on zrozumie
za pierwszym razem.
- Ciekawie – odparł opadając na
krzesło obok. Aria rzuciła mu mordercze spojrzenie i zanim zdążyłam mrugnąć,
spakowała wszystko do torby i wstała.
- Spotkamy się później – mruknęła
do mnie i odeszła pospiesznym krokiem. Patrzyłam za nią wielkimi oczami,
odzyskując zdolność mowy dopiero kiedy zniknęła za zakrętem.
- O co jej chodzi? – spytałam.
- Pewnie coś jej wypadło – zbył mnie
Piotrek.
- A w nocy wam obu coś nagle
wypadło? – burknęłam zgryźliwie.
- Są sprawy, Bianco, do których
nie trzeba się wtrącać.
- Ale jest moją przyjaciółką!
Chyba mam prawo jej pomóc, czyż nie? – słaby argument, tak naprawdę byłam
cholernie ciekawa. Nie ze względu na Arię, a na Piotrka.
- Posłuchaj. To nic wartego
uwagi, serio. Poradzimy sobie z tym.
My! Ha! Czyli Aria i Piotrek
wmieszani są w sprawę razem. Prawdopodobnie wiedzą o niej tylko oni. A może się
mylę i Jayden też coś wie? W każdym razie ta kwestia zastanawia mnie bardziej
niż cholerne cienie. I tak mnie dorwą, czyż nie? Przed śmiercią chciałabym się
dowiedzieć wszystkiego. Poczynając od cukierków, które znikały mi ze śniadań w
podstawówce, a kończąc na Piotrku. Arii i Piotrku.
Dochodzenie czas zacząć!
Ta ciekawość mnie zabije...
~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~
* Jak ktoś nie pamięta, to w poprzednim rozdziale Jayden przejechał pazurami po twarzy. Zrobiłam to ostatnio i wyglądałam jak Frankenstein ;/
Hahah, mam czarny humor. To ostatnie zdanie takie prawdziwe.
Daj mi ktoś wiosnę! Wrocław cały skuty lodem - gdzie nogi nie postawisz i tak się poślizgniesz!
Indżoj. c:



